17 sierpnia

#95 Denar dla szczurołapa - Aleksander Michalak [PRZEDPREMIEROWO]

#95 Denar dla szczurołapa - Aleksander Michalak [PRZEDPREMIEROWO]

W Holandii młoda stypendystka pada ofiarą brutalnej zbrodni. Czy za jej śmiercią stoi chory umysł maniaka? Czy może stanowi ona głębszą zagadkę, której korzenie tkwią w odległej przeszłości?
Orientalista i awanturnik, Gabor Horthy, trafia podczas badań na zagadkowe prace XIX-wiecznego teologa, Augusta Erdmanna. Tuż przed śmiercią prof. Erdmann skupił się na legendzie o szczurołapie z Hameln. Ów muzyk, oszukany przez mieszkańców, miał w XIII wieku wyprowadzić z miasta wszystkie dzieci, które następnie przepadły bez wieści.
To zwykłe, dawne bajanie – legenda, jakich wiele – zainteresowały Erdmanna, a za nim Horthy’ego, kiedy okazało się, że postać flecisty pojawia się na kartach historii regularnie. Od setek lat, w rożnych częściach świata, jego pojawienie przynosi ze sobą zawsze klątwy i niezwykłe zjawiska. I plagę szczurów…
Idąc tym śladem, wiedziony silnym przeczuciem, Horthy podejmuje się wyjaśnienia zagadki szczurołapa. Zagląda do przepastnych archiwów w urokliwej Tybindze i rozgorączkowanej Jerozolimie, na wciąż wrzącym Bliskim Wschodzie szuka odpowiedzi w barwnym środowisku specjalistów od demonologii i historii Orientu. W chłodnym i deszczowym Oksfordzie, gdzie mieszkał Erdmann i jego uczniowie, odnajduje coś więcej niż tylko zagadki przeszłości.
Nie wie, że z czasem staje się bezwolnym narzędziem potężnej organizacji, a jego poszukiwania posłużyć mają zupełnie innym celom. Bowiem za szczurołapem czają się siły potężniejsze i mroczniejsze, niż Horthy może sobie wyobrazić.
https://replika.eu/tytul/denar-dla-szczurolapa/

Czy kojarzycie legendę o słynnym Szczurołapie z Hameln? Jeśli nie to odsyłam do tej legendy (klik). Jak sami wiecie w każdej legendzie jest jakaś mała drobinka prawdy. Jednak czy sama ta historia może być głównym powodem wielu trudnych do wyjaśnienia zgonów? A może sam Szczurołap nadal mści się za nie spełnienie warunków umowy i pozbawia ciekawskich życia?
Niezwykle interesująca historia, w której świetnie połączone zostały elementy legendy, historycznych faktów jak i współczesnego życia filozofów/naukowców, których charakteryzuje uparte dążenie do udowodnienia prawdziwości znalezionych informacji.

Co jest niezwykle wciągające w książce, to to, że ilość informacji i faktów nie jest nużącym jednakowym przez kilka stron tekstem, lecz zgrabnie wkomponowanym w akcję książki, gdzie wraz z bohaterem możemy krok po kroku zdobywać informacje i dedukować wiele nieścisłości. To mi się tu podobało, ja raczej mam złe doświadczenia z książkami z wątkiem historycznym, gdzie zwykle "wymiot" autora wlecze się przez kilkanaście stron, kompletnie mnie zanudzając i zniechęcając. Akcja nie jest jednostajna i z każdą olejną stroną wraz z głównym bohaterem po kawałeczku próbujemy rozwiązać zagadkę legendarnego Szczurołapa i tajemniczych zgonów.

Sam główny bohater, Gabor Horthy jest awanturnikiem, ale bardzo dobrym specjalistą w zakresie historii Bliskiego Wschodu. Otacza się wieloma specjalistami, tworząc ciekawą i intrygującą grupę przyjaciół. Jest uparty, ale także bardzo spostrzegawczy. Mimo groźnego wyrazu twarzy, jest człowiekiem bardzo troskliwym. Postacie drugoplanowe są również ciekawymi bohaterami, a bardzo polubiłam gadatliwego Włocha o pseudonimie "Benito".

Podsumowując, by nie zdradzić wam zbyt dużo z treści książki, muszę powiedzieć, że nie raz zadrżałam czytając o powiązaniach demonologicznych legendarnego Szczurołapa. Co więcej, może wyda się Wam to zabawne, ale na początku naprawdę bałam się wieczorem wyjść na balkon, bo myślałam, że zaatakują mnie szczury! Ta książka pobudza na maksa waszą wyobraźnię, czujność, a także zabiera Was w tajemniczą podróż śladami Szczurołapa z Hameln. Nie ma tu nudnych wątków, jest za to spójna z całą fabuła garść historycznych faktów oraz ambitni bohaterowie. Bardzo dobrze bawiłam się czytając tą książkę, jednak należę do osób, które mocno dedukują wraz z bohaterem fakty, dlatego czytanie tej książki było dość długie. Nie lubie brnąć na opak, wiele informacji lubię nawet przyswajać, by móc wykorzystać je w przyszłości. Dlatego też, polecam ksiązkę osobom, kótre lubią trhillery/kryminały z historycznym wątkiem, gdzie wraz z bohaterem możecie całkowicie zatonąć w otchłani fabuły i dążyć do rozwiązania zagadki.
Polecam!

Premiera 4 września 2018 r.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:

Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo replika

15 sierpnia

#94 Cinder - Merissa Meyer

#94 Cinder - Merissa Meyer

Ulice Nowego Pekinu zapełniają ludzie i androidy. Szaleje śmiertelna zaraza. Bezlitośni księżycowi ludzie patrzą z kosmosu, czekając na swoją okazję. Nikt nie wie, że los ziemi spoczywa w rękach jednej dziewczyny…
Cinder, utalentowana mechanik, jest cyborgiem. Tym samym należy do obywateli drugiej kategorii. Jej przeszłość to tajemnica. Macocha jej nienawidzi i wini ją za chorobę przyrodniej siostry. Ale kiedy jej życie splątuje się z życiem przystojnego księcia Kaia, Cinder nagle wpada w sam środek międzygalaktycznej wojny i doświadcza zakazanego zauroczenia. Rozdarta pomiędzy obowiązkiem a pragnieniem wolności, lojalnością a zdradą, musi odkryć prawdę o swojej przeszłości, by uratować przyszłość świata.
źródło opisu: Wydawnictwo Papierowy Księżyc

Instagram oczywiście tym razem i na mnie wywarł ogromny nacisk i w końcu zdecydowałam się by sięgnąć po "Cinder". Są opis niewiele mi mówił, ale jak kilka moich top bookstargramów poleca to nie sposób nie sięgnąć po taki smakowity kąsek.
Łatwiej jest przekonać innych o swojej urodzie, jeśli samemu nie ma się co do niej wątpliwości. Lustra mają jednak nieprzyjemny zwyczaj przekazywania prawdy.
Fabuła zabiera nas do Nowego Pekinu, gdzie Cinder (uzdolniony cyborg mechanik) spotyka na targu księcia Kaia, który prosi ja o pomoc w naprawie ważnego dla chłopaka androida. Całość fabuły jest fajnie i ciekawie zbudowana. Mamy tu zwroty akcji, które podbijają atrakcyjność opowiadanej historii. Są momenty, kiedy fabuła mocno zwalnia, lecz autorka nie pozwala nam na zbyt długie oczekiwanie na druzgocący fakt lub silny zwrot akcji. Świat w którym mamy do czynienia z cyborgami (połączenie ludzi z maszynami), androidami (roboty należące do ludzi, które wykonują ich polecenia) a także samymi ludźmi czy mieszkańcami Księżyca. Jest tu naprawdę sporo nowych aspektów, które przez autorkę są zgrabnie połączone i jasno wyjaśnione. Nie czułam, bym w którymś momencie straciła wątek lub nie wiedziała, o czym aktualnie czytam. W ogóle fajnym pomysłem było wykorzystanie bajki o kopciuszku, która dodała tej opowieści ciut więcej tajemniczości oraz magii.

Wykreowane postacie nie należą do nudny i pozbawionych charakteru. Cinder jest młodym cyborgiem, ale stanowczym. Zna swoje możliwości i nie zawsze kieruje się uczuciami. Twardo stąpa po ziemi i z trudnością opiera się urokowi księcia. Sam Kai jest za to młodym, nieopierzonym władcą, pozbawionym super mocy super władcy. Wiecie o co mi chodzi? Że mimo postawionego mu zadania, chłopak nie mądrzeje z dnia na dzień, lecz powstałe kolejno po sobie wydarzenia kształtują jego charakter i postawę. Szkoda mi Peony i Iko, ale dlaczego, to już dowiecie się jak chwycicie za tą książkę.

Wiecie co, naprawdę podobała mi się ta książka. Zakończenie było dobre, może nie miażdżące, ale na tyle wciągające, że nie dało się odłożyć książki na bok bez jej skończenia. Polecam ją chyba każdemu czytelnikowi w każdym wieku. Nie lubię klasyfikować czytelników na jakieś lata, książki nie powinny być w sumie tak dzielone. każdy czyta to na co ma ochotę w każdym wieku :) Ale uogólniając, książka jest godna uwagi i polecenia. Ja mam już 2 tom na półce i teraz czekam na chwilę, by ponownie wrócić do świata Cinder. Och co to się będzie działo!

PS. mogłabym dłuższą napisać recenzję, ale za dużo sprzedałabym Wam spoilerów, więc mam nadzieję, że ta wystarczająco pokaże Wam dlaczego ta pozycja mnie tak urzekła :)

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo papierowy księżyc

13 sierpnia

#93 A ja żem jej powiedziała... - Katarzyna Nosowska

#93 A ja żem jej powiedziała... - Katarzyna Nosowska

Wydawało się, że nic już nas nie zaskoczy w internecie. I wtedy pojawiła się ona. Śmieszna gęba, która mówi mądrze o życiu. Prosto, zwięźle, szczerze i bez owijania w bawełnę. Ze zrozumieniem, bez pouczania. Mówi o show-biznesie, celebrytach, współczesnych snobizmach, fobiach i modach. Tylko kilka zdań, a jest w tym ciepło, doświadczenie i życiowa mądrość.
„A ja żem jej powiedziała, Kaśka, szczęścia nie poudajesz” – mówi Nosowska.
Nagle cała Polska zaczyna czekać na kolejny odcinek.

Nosowska jest szczerą, dojrzałą i oryginalną obserwatorką rzeczywistości. Mimo sławy i spektakularnej kariery pozostała skromna. I ma to, czego brakuje teraz wszystkim – dystans do samej siebie. Ani przez chwilę nikogo nie udaje. Z perspektywy dojrzałej kobiety mówi o konsekwencjach tłumienia swojego głosu wewnętrznego, konieczności polerowania intuicji złotą łyżeczką i potyczkach z wewnętrznym krytykiem, zwanym przez nią „puczystą”.
http://www.wielkalitera.pl/ksiazki/id,202/a-ja-zem-jej-powiedziala.html

Tą książkę otrzymałam od koleżanek w pracy i nie ukrywam, że wiele osób z Instagrama zachęciło mnie bardzo do jej przeczytania. Czy Katarzyna Nosowska naprawdę, aż tak szczerze mówi i spogląda na świat? Czy jej rady mogą pomóc w wielu sprawach z codziennego życia? Zdecydowanie tak! Nie ukrywam, że kilka jej rad wzięłam sobie do serca i będę stosować. Ma to ogromny sens, serio!
Nie masz wpływu na Słońce. Jeśli Słońce cię wkurwia - masz problem. Rozwiąż go w sobie, nie trać czasu na wykrzykiwanie w niebo, zmień reakcję.
Do samych poradników i książek tego typu mam dystans. Jak do tej pory żaden nie wydał mi się napisany zwykłym językiem i poparty prawdziwymi, z życia wziętymi przykładami. Natomiast Katarzyna Nosowska nie "owija w bawełnę" i wszystko wykłada na ławę. Nie ma tu mazgajenia się tylko szczere i proste z życia wzięte przykłady. Co może powodować, że twoje życie traci swoją jakość a w związku pojawiają się coraz to większe zgrzyty. Ja już po samej lekturze czuję się ciut mądrzejsza, a część nawet już wcieliłam w życie. Liczę, że przyniesie to owocne skutki lub ciut poprawi tą jakoś życia.

ie ma sensu tu się na dłużej rozpisywać, bo książka jest naprawdę wspaniałym wskaźnikiem i szczerze ukazuje jak jest. Piosenkarka nie bawi się w smętne opisy tylko daje bezpośredni obraz sytuacji i co wpłynęło na zmianę jej zdania czy podejścia. Nosowskiej aż chce się czytać, nie tylko słuchać. Te mądrości życiowe są jakby babcine, ale takie unowocześnione.

Komu polecam? Zdecydowanie czytelnikom, ktorzy już coś przeżyli w życiu, dla których te rady mają sens. Niestety młodsi czytelnicy mogą te teksty opacznie zrozumieć lub uznać za mało wartościowe. A ta książka zasługuje na uwagę i uznanie, bo nie tylko przeciera nam oczy, ale pozwala wskoczyć na te dobre tory.

Dziękuję Pani Kasiu za tą książkę!

12 sierpnia

#92 Goodbye Days - Jeff Zentner

#92 Goodbye Days - Jeff Zentner

Co jeśli mógłbyś spędzić ostatni dzień z kimś, kogo straciłeś?

Pewnego dnia Carver Briggs miał wszystkich trzech najlepszych przyjaciół, rodzinę wspierającą i reputację utalentowanego pisarza w swojej szkole średniej Nashville Academy for the Arts.

Następnego dnia stracił wszystko, kiedy posłał prosty tekst przyjacielowi Marsowi, tuż przed Marsem, Eli i Blake zginęli w wypadku samochodowym.
„Gdzie jesteście? Odpiszcie, proszę.” – to ostatnia wiadomość jaką Carver Briggs wysłał do swoich trzech najlepszych przyjaciół. Nigdy nie przypuszczał, że może to doprowadzić do ich śmierci.
źródło opisu: http://wydawnictwo-jaguar.pl/books/goodbye-days/

Macie tak czasami, że opis nie oddaje całego blasku książce, która po przeczytaniu bardzo przypadła Wam do gustu? Ja z "Goodbye days" właśnie tak miałam. Liczyłam na lekki kryminał, a tu proszę poruszająca opowieść o stracie, cierpieniu oraz żałobie. O tym jak wygląda życie kiedy zabraknie w nim najbliższych ci osób. Do tej pory w myśli wciąż mam te cytaty, które idealnie oddawały klimat sytuacji.
Dość rzadko mamy okazję pokochać drugiego człowieka za to, że uratował nas przed utonięciem lub wyniósł z płonącego budynku. Najczęściej ludzie zasługują na naszą miłość dzięki temu, że ratują nas na milion banalnych, drobnych sposobów przed samotnością.
Fabuła zabiera nas do Nashville, gdzie Carver uczestniczy już w trzecim pogrzebie ostatniego z przyjaciół. Wystarczyła jedna wiadomość sms, by życie straciło trzech członków Brygady Sos a czwarty żył z wiecznym poczuciem winy i cierpieniem. Czy spodziewać się tu wartkiej akcji i schematów? Zdecydowanie nie. Ta książka opowiada o tym jak ludzie znoszą utratę najbliższych oraz w jak różnoraki sposób próbują żyć z żałobą. To niesamowite jak odmienne bywają sposoby radzenia sobie ze śmiercią towarzyszy czy członka rodziny. Wszystko zdecydowanie zależy od charakteru i sposobu życia danej osoby. Poruszające w tej powieści jest praktycznie wszystko. To jak Carver musi sobie radzić nie tylko z cierpieniem po śmierci przyjaciół oraz z dręczącym go poczuciem winy jest po prostu smutne i zarazem przerażające. A dlaczego? Ponieważ ten jeden sms może i poniekąd mógł być jednym z licznych powodów, przez które prowadzący Mars stracił skupienie i przestał uważać na drodze. Jednak los nie jest łatwy do przewidzenia i dalsze obwinianie się za tą tragedię nie ma większego sensu. Lecz w trakcie czytania czytelnik może być naocznym świadkiem tego, jak Carver zaczyna przez to poczucie winy zatracać siebie. Jest skłonny wziąć cała winę na siebie byleby odpokutować to co zrobił. Można powiedzieć, że powód błahy, jednak nie oszukujmy się, że telefony pozbawiły ludzi ostrożności i zdrowego rozsądku. To, że Mars sięgnął po ten telefon mogło przyczynić się do wypadku. Często odczytujemy wiadomości podczas jazdy i pozbawiamy się cennych sekund, dzięki którym moglibyśmy dostrzec niebezpieczeństwo.

Książka ukazuje również jak ważną rolę w przeżyciu żałoby mają jednak rodzice, rodzeństwo czy współżałobnicy. dzielenie się bólem z innymi jest ważne, by odzyskać choć ułamek równowagi i nauczyć się życia już bez zmarłego. A nie należy również unikać terapeutów. Może dla wielu okazać się to słabością, ale zdecydowanie polecam także zasięgnąć u terapeuty wsparcia. Jeśli odzyskamy równowagę psychiczną to szybko nauczymy się życia z brakiem najbliższego.

Ta książka jest napisana ku przestrodze dla młodych ludzi, by nie pozbawiali się życia przez telefon. Kontakt będzie zawsze, a to czy odpiszesz po zatrzymaniu się czy w trakcie jazdy ma ogromne znaczenie. Ta wiadomość i te kilka sekund nieuwagi mogą cie zabić. A kilka minut jeśli ktoś odczeka na twoją odpowiedź to serio, nic mu się nie stanie. Doceń swoje życie i nie daj się pozbawić zdrowego rozsądku przez technologię.

Będę polecać tę książkę każdemu. Jak dla mnie to pozycja, która przewartościowuje trochę naszą wewnętrzną hierarchię. Czuję, że czas kilka rzeczy przesunąć, by nie utracić tych najważniejszych chwil swojego życia.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:

09 sierpnia

#91 Fandom - Anna Day

#91 Fandom - Anna Day

Violet i jej przyjaciele są fanami powieści Taniec na szubienicy i członkami fandomu świata wykreowanego w książce oraz jej ekranizacji. Akcja powieści toczy się w XXII wieku. Ludność podzieliła się na genetycznie ulepszonych Genuli oraz zmuszonych przez nich do posłuszeństwa zwykłych ludzi, do których przylgnęło określenie Niedosków. Prawo wstępu na zajmowane przez Genuli Błonia otrzymywały jedynie najsilniejsze i najbardziej uzdolnione jednostki, które musiały im służyć niewolniczą pracą. Aby zachować władzę i utrzymać Niedosków w ciągłym strachu, Genule urządzali co tydzień publiczne egzekucje. Zbierali się w wielkich arenach zwanych Koloseami i oglądali wieszanie Niedosków. Zwyczaj ten nazwano „tańcem na szubienicy”. Violet z młodszym bratem Nickiem oraz przyjaciółkami Alice i Kathy udają się na londyński Comic Con, by wziąć udział w spotkaniu z gwiazdami ekranizacji. Jednak tam nieoczekiwanie cała czwórka zostaje przeniesiona prosto do świata z opowieści. Zostają tam uwięzieni i dodatkowo przypadkowo zabijają główną bohaterkę, Rose. Zostaje tylko jeden sposób, by się uratować: Violet musi zająć miejsce Rose i całą historię przywrócić na właściwe tory. Wierzy, że gdy trafi na stryczek, przyjaciołom uda się wrócić do rzeczywistości. Jednak żadna historia nie jest warta śmierci… Prawda?
źródło opisu: http://wydawnictwo-jaguar.pl/books/fandom/

Kiedy otrzymałam propozycję zrecenzowania tej książki, to po samym opisie stwierdziłam: "ten pomysł jest naprawdę dobry!". Tak po opisie, ale już przy czytaniu czułam, że bardzo się rozczarowałam.
W życiu należy dobierać marzenia bardzo ostrożnie. Spełnione, okazują się niekiedy zupełnie do dupy.
Fabuła książki rozpoczyna się na Comic Con na którym Violet wraz z przyjaciółmi miała w końcu poznać aktorów z ulubionego filmu "Taniec na szubienicy". I własnie tam, nagle, cała grupa przenosi się do świata tej oto powieści i na ich oczach (nawet powiem, że przez nich) ginie główna bohaterka. Co teraz z fabułą "Tańca na szubienicy"? Niestety musi toczyć się dalej, a w rolę Rose wkracza Violet. Ogólnie czułam na początku, że sam pomysł może okazać się strzałem w dziesiątkę. Takiej książki jeszcze nie czytałam. By wrócić do domu bohaterowie muszą doprowadzić do zakończenia książki, zapętlić fabułę. Jednak wraz z kolejnymi stronami miałam wrażenie, że ta historia jest ciągnięta na siłę. Mimo, iż autorka chciała z Violet zrobić bohaterkę, to ostatecznie miałam wrażenie, że stworzyła męczennicę. I właśnie w tym momencie jeszcze bardziej zaczęłam przecierać oczy ze zdumienia. Wyjaśnienie tej teleportacji było jak dla mnie - słabe. Podejrzewam, że autorka po prostu za mocno popłynęła i chciała zrobić wielkie wow, ale dla mnie wyszło to po prostu kiepsko. I nie ukrywam, że porównań do Katniss (Igrzyska śmierci) oraz Tris (Niezgodna) było naprawdę sporo, mimo, iż autorka starała się naginać fabułę tak, by nikt nie odczuł sporej dozy inspiracji jaką z tych trylogii Anna Day wykorzystała.

Jak wykreowani bohaterowie? Jak już wspomniałam, Violet jest dziwna bohaterką. Widać, że autorka chciała zrobić z niej superbohaterkę, która walczy o dobro innych kosztem swojego życia, ale czułam, że w kilku sytuacja Vi prosi się o kłopoty i pcha tam, gdzie nie powinna. Kathy i Alice to dobre przyjaciółki Violet, jednak skrajnie od siebie różne. Zdecydowanie przypadła mi do gustu Kathy :) I nie można zapomnieć o bracie Vi - Nicku. Fajny i mądry chłopak. Dzięki niemu wiele scen nabierało kształtu, miały sens.

Podsumowując, nie ukrywam, że mnie ta książka średnio zadowoliła. Czytam sporo fantasy i nowe motywy i pomysły staram się dokładnie analizować i rozkładać na czynniki pierwsze. Tu widać niedociągnięcia, ciężko mi było wkręcić się bez pamięci w fabułę. Czy polecam? Osobom, które czytają mało fantasy albo zwykle jako odskocznię od innych gatunków - tak. Natomiast osobom, które chciałyby zacząć przygodę z fantasy zdecydowanie odradzam, tak jak i fanom ego gatunku.

Za egzemplarz do recenzji dziękuje Wydawnictwu:
Znalezione obrazy dla zapytania jaguar wydawnictwo

08 sierpnia

TOP 7 problemów książkoholika

TOP 7 problemów książkoholika


Przepraszam Was za dość długą przerwę w pisaniu postów nierecenzyjnych, ale miałam naprawdę ostatnio urwanie głowy w pracy i nie mogłam pozbierać myśli, by coś sensownego dla Was napisać. Dlatego dziś serwuję Wam według mnie TOP 7 problemów książkoholika! Może, któryś z wymienionych jest Wam nadzwyczaj bliski? :) A może macie inne ciekawe problemy?

1. Na półkach stosy nieprzeczytanych książek, a ty kupujesz kolejne 

Tsundoku. To japońskie słowo powstałe z dwóch wyrażeń – „tsunde-oku” (co oznacza odkładanie czegoś na później) oraz „dokusho” (odnoszące się do czynności czytania książek). Tsundoku, jak nie trudno się domyślić, oznacza nałogowe, czasem może nawet kompulsywne, kupowanie książek i niemal natychmiastowe odkładanie ich na półki, bez czytania (ani większej nadziei, że kiedykolwiek się to zrobi).To tak żeby Was trochę postraszyć! Haha Bo każdy z nas cierpi na tsundoku w mniejszym lub większym stopniu. I poniekąd jest to jeden z powodów dla których wolimy nabyć książkę niż ją wypożyczyć. Sama chęć posiadania jest tak kusząca, że no nie można się oprzeć kupowaniu/nabywaniu książek.

Po drugie, uwaga! Część z czytelników niszczy książki, więc wolą posiadać swoje egzemplarze, by nie niszczyć czyjejś własności (niszczyć=zaginać rogi, łamać grzbiety itp). Wspaniałomyślne i miłe.

Po trzecie, ja należę do tej grupy. Jestem kolekcjonerem książek! Chciałabym mieć w domu ogromny regał z książkami, które przeczytałam. Takie trofeum. Macie tak? Moim hobby nie tylko jest czytanie, ale także zbieranie książek do mojej biblioteczki!

2. Pożyczyć książkę czy nie pożyczyć... oto jest pytanie!

Dobry zwyczaj nie pożyczaj! Nie ukrywam, że wiele osób się na mnie obraża kiedy proszą mnie o książkę, a ja odmawiam. Do tej pory nie spotkałam osoby, której pożyczyłam książkę a ona od razu po przeczytaniu mi ją oddała. raczej książki pożyczałam na wieczne nieoddanie. A jak w końcu wyprosiłam to wracały brudne i zniszczone. Mam na tym punkcie małą obsesję, bo sama o pożyczone rzeczy dbam bardzo, by później nie sprawić komuś przykrości. A ponadto wychodzę z założenia, że jak ktoś pożycza książkę i potem czyta ją rok lub dwa, to nic się nie stanie jak sobie ją kupi. Serio. Ja bym tak nie umiała kisić książek, które należą do kogoś innego. 

3. Gdzie jest moja zakładka? 

Stosy zakładek i do każdej książki musi być inna. Godzinami trwają długie dywagacje ta czy ta. Mam tak i przyznaję, że uwielbiam zbierać zakładki. A że jestem sroką to wszystko co ładne musi trafić do mojej małej kolekcji :)

4. Kiedy czytasz, a ktoś nagle czuje potrzebę gadania do ciebie bez przerwy

Zdarza się to u mnie nad wyraz często, dlatego żeby nie urazić uczuć drugiej osoby a równocześnie mieć czas na czytanie w spokoju, to wybieram momenty kiedy jestem sama (noc, zmiana kiedy mój chłopak jest w pracy, kiedy czekam na autobus na przystanku itp.) Nikt wtedy nie ma potrzeby ze mną rozmawiać, a kiedy jest taki moment to oczywiście nie czytam i w pełni mogę swój czas poświęcić bliskim :) 

5. Kiedy chcesz skończyć szybko książkę, bo ciekawi cię zakończenie, ale z drugiej strony jest ona tak dobra, że nie chcesz się zbyt szybko z nią rozstawać

Jeśli śledzicie moje konto na Instagramie to zauważyliście, że dosłownie kilka dni temu tak właśnie miałam. Nie wiem czemu tak się dzieje, że nie chcę kończyć super książki. Chyba za bardzo przywiązuję się do bohaterów i potem jestem zdruzgotana wizją pożegnania z nimi. Przeczytać książkę pierwszy raz można tylko raz. 

6. Jeszcze tylko jeden rozdział i idę spać...

Niech mi się szybko ktoś przyzna, że nie zarwał nocki dla jednej książki! Ha, będzie ciężko co nie? Ja w swoim życiu kilka takich momentów miałam i nie ukrywam, że nie żałuję. Choć na drugi dzień chodziłam jak zombie, to i tak to co przeżyłam jednak podczas czytania było niezapomniane. A jeszcze jeden rozdział i jeszcze jeden to totalny obłęd. Dobra książka zawsze będzie nam to robiła i w życiu tego nie przeskoczymy :)

7.  Kiedy uświadamiasz sobie, że o wiele bardziej lubisz bohaterów z przeczytanej książki niż ludzi których na co dzień spotykasz.

Nie raz mi się zdarzało, że patrzyłam na swojego rozmówce i chciałam go zamienić na książkę. Lubię rozmawiać z ludźmi i wygłupiać się z nimi (wgl mam ADHD czasami xd), ale zdarza się, że kiklanaście osób po porstu doprowadza mnie do szewskiej pasji i marze o jak najszybszym zakończeniu rozmowy i ucieczki do świata z książki.

Pozdrawiam cieplutko!

07 sierpnia

#90 Z nicości - Martyna Senator

#90 Z nicości - Martyna Senator

Trzeci tom bestsellerowej serii New Adult!

Elza ucieka z domu i zostawia za sobą całe dotychczasowe życie. Wbrew tragicznej przeszłości chce zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. Kiedy poznaje Kubę, uroczego tatuatora, zaczyna wierzyć, że jej los wreszcie się odmieni. Czy nowa, skomplikowana miłość pomoże im zmierzyć się z problemami, które nadejdą?
źródło opisu: http://czwartastrona.pl/z-nicosci/

Poprzednie dwie części tej serii skradły moje serce, więc z niecierpliwością oczekiwałam na tom trzeci, w którym główną rolę odgrywa tatuażysta Kuba oraz tajemnicza Elza. Nie ukrywam, że postać Kuby w poprzednich częściach mnie nurtowała i aż klasnęłam w dłonie z radości, gdy usłyszałam, że i on otrzyma od Martyny Senator swoją książkę.
Chcę, żeby był tatuażem, który zasłoni stare nieudane wzory i wyryje w mojej duszy coś pięknego. Coś, o czym nigdy nie będę chciała zapomnieć.
Fabuła książki zabiera nas ponownie do dobrze znanego czytelnikom Martyny Senator, Krakowa. Kuba mieszka wraz z Michałem i właśnie skończył studia na kierunku prawa. Niestety mimo obranej drogi jaką chłopak wybrał, jego ojczym nie może sobie z tym poradzić i zmusza go do złożenia dokumentów na aplikację. I tu zaczynają się schody w ich relacji, Kuba pragnie oddać się pasji i nadal tatuować. Nagle na jego drodze staje Elza, która owiana tajemnica pragnie jak najszybciej uciec do Krakowa i zacząć nowe życie. Sami możecie sobie już dopisać, że coś między tym dwojgiem zacznie kiełkować. I uwierzcie mi lub nie, ale mimo takiej pewności jak się książka skończy to sposób w jaki cała historia jest opisana oraz akcja nie pozwalają się od tej pozycji oderwać. Pochłonęłam ją w dwa dni i to z wielkimi przerwami, więc podejrzewam, że kilka godzin by mi lekko wystarczyło na jej skończenie. Niesamowita i wciągająca! Serio, pokochacie Kubę jeszcze mocniej za tą część.

Sami bohaterowie, to jak już możecie wyżej przeczytać, przypadli mi bardzo do gustu. Nie sposób nie polubić Kubę, który jest niesamowicie zdolnym facetem i totalnie oddanym swojej pasji. Elza jest również zdolną dziewczyną, ale bardzo tajemniczą i chyba za bardzo skrzywdzoną przez los, co niestety doprowadza do wielu trudnych do wyjaśnienia sytuacji.

Jak już wiecie po przeczytaniu poprzednich recenzji książek Martyny Senator (mam nadzieję, że to zrobiliście) to jesteście świadomi tego jak bardzo lubię jej styl pisania i jak gładko człowiek potrafi się dzięki jej opisom wczuć w całą sytuację w jakiej w danej chwili znajdują się bohaterowie. Cytatów, które chwytają za serce oczywiście jest tak wiele, że całość stanowi swoisty cud, który wypłynął spod pióra autorki.
Martyna Senator w swoich książkach nie boi się poruszać tematów trudnych i ukazywać jaki wpływ na człowieka mają sytuacje dosłownie bez wyjścia. Kiedy bohater musi wybrać pomiędzy złem i tym gorszym złem. Decyzje są trudne i często niosą ze sobą ogromne konsekwencje.

Podsumowując, mimo, iż "Z nicości" jest zaliczane do New adult to czuję, że ta książka jest zdecydowanie dla każdego czytelnika. Ukazuje świat w sposób prosty i jakże realny! Czułam w wielu chwilach, że te klika zdań wyczytanych z tej powieści idealnie wkomponowuje się w moje życie. Przypadek, nie sądzę. Gorąco polecam całą serię, nie zawiedziecie się! Wyniesiecie z tych książek wiele dobrego dla siebie i nauczycie się wielu cennych i ważnych rzeczy.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:
Znalezione obrazy dla zapytania czwarta strona
Copyright © 2016 Bookwormpl , Blogger