sobota, 9 grudnia 2017

#47 seria Dwór cierni i róż - Sarah J.Maas

Dwór cierni i róż

Dziewiętnastoletnia Feyra jest łowczynią. – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.
Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?
źródło opisu: http://www.gwfoksal.pl/ksiazki/dwor-cierni-i-roz.html
- Ciesz się swoim ludzkim sercem, Feyro. Żałuj tych, którzy nie czują już nic.

Zdecydowanie zgadzam się z większością opinii, iż jest to swego rodzaju nowoczesna historia pięknej i bestii. Długo musiała ta książka czekać na swoją kolej, ale w końcu poświęciłam jej swój czas i nie żałuję ani sekundy! To w jaki sposób Maas kreuje bohaterów i tworzy świat fae jest niesamowite. Z pierwszą stroną czytelnik jest pochłonięty przez ten fantastyczny świat. Wcześniej miałam jedynie do czynienia z serią "Szklanego tronu'' Maas, ale nie ukrywam, że Dwory podbiły również moje serce. Tu nie ma czasu na smętne opisy czy nudne sytuacje. Akcja pędzi jak szalona, a to jak pod wpływem innych zewnętrznych czynników zmieniają się bohaterowie jest równie magiczne co sama fabuła. W tej książce jest ogrom cierpienia, poświęcenia, a także miłości.

Dwór mgieł i furii

Po tym, jak Feyra ocaliła Prythian, mogłoby się wydawać, że baśń dobiega końca. Dziewczyna,
bezpieczna i otoczona luksusem, przygotowuje się do poślubienia ukochanego Tamlina. Przed nią długie i szczęśliwe życie.
Sęk w tym, że Feyra nigdy nie chciała być księżniczką z bajki. Zresztą zupełnie nie nadaje się do tej roli. W snach wciąż powracają do niej wymyślne tortury Amaranthy i zbrodnia, którą popełniła, by się od nich uwolnić. Pragnący zapewnić jej bezpieczeńtwo Tamlin próbuje zamknąć Feyrę w złotej klatce. W jej nowym nieśmiertelnym ciele drzemią moce, których dziewczyna nie umie opanować. W dodatku o spłatę swojego długu upomina się największy wróg Tamlina - Rhysand, Książę Dworu Nocy. Zwabioną podstępem Feyrę raz w miesiącu okrywa mrok jego niebezpiecznego królestwa. To pewne, że władca ciemności będzie chciał wykorzystać ją do swoich celów. Chyba że... to nie Rhysand jest tym, kogo Feyra powinna się obawiać. Na Dworze Wiosny również bowiem nie jest bezpiecznie, a sam Tamlin ma przed ukochaną coraz więcej tajemnic. Czy rzeczywiście tylko po to, by ją chronić?
źródło opisu: http://www.swiatksiazki.pl/ksiazki/dwor-mgiel-i-fu...(?)

Za gwiazdy, które słuchają. I marzenia, które się spełniają.

To przerażające uczucie, kiedy zaczynając tą książkę spotykamy się z wielkimi konsekwencjami podjętych przez Feyrę decyzji. Czy miłość da radę pokonać mrok, który spowił jej serce i duszę? Niestety problemy się nawarstwiają, a to że jesteśmy świadkiem ślepej żądzy zapewnienia bezpieczeństwa jest niepokojące i trudne. W tej części łatwo dostrzec, iż przekładanie dobra wszystkich nie jest dobre dla jednostki. Feyra czuje się przytłoczona i zła na Tamlina. Nikt nie dostrzega tego co dzieje się z nią , jak zmienia się jej wygląd czy zachowanie. I tu wkracza Rhysand, który odbiera to co zostało mu zapewnione w 1 części. Akcja zaczyna nabierać tempa, a główna bohaterka powoli zaczyna zwalczać gnębiące ją demony. Podobało mi się to, że Maas nie opierała tej książki jedynie na wątku miłosnym, ale na jakże ważnym wątku wybuchu wojny z Hybernią, pogodzeniu wszystkich dworów i w końcu odnalezienie tego swojego miejsca na ziemi. Jak wiele ważnych rzeczy dowiadujemy się tu o innych bohaterach. Ta książka kompletnie odwróci wasze postrzeganie na ten świat.

Dwór skrzydeł i zguby




Feyra powraca do Dworu Wiosny, zdeterminowana by zdobyć informacje o działaniach Tamlina oraz potężnego, złowrogiego króla Hybernii, który grozi, że rozgromi cały Prythian. Jednak by to osiągnąć, musi najpierw rozegrać śmiercionośną, przewrotną grę… Jeden poślizg może zniszczyć nie tylko Feyrę, ale też cały jej świat.
W obliczu wojny, która ogarnia wszystkich, Feyra znów musi decydować, komu może ufać i szukać sojuszników w najmniej oczekiwanych miejscach. Niebawem dwie armie zetrą się w krwawej, nierównej walce o władzę.
źródło opisu: http://www.gwfoksal.pl/
Tryumfalna noc... i wieczne gwiazdy. Jeśli on był ciemnością, ja byłam migoczącymi gwiazdami, które dobrze widać tylko w jego ciemnościach.

Ta część rozbiła nie na milion małych kawałeczków. To ile tu było intryg, planów i krwi przebija moje wszelkie dotychczasowe wyobrażenia. Jestem w pełni usatysfakcjonowana całą fabułą trzeciej części. Tak jak lubię - sporo walki i zagrań taktycznych. Tu nic nie idzie tak jak podejrzewaliśmy. Z każdą stroną czytelnik jest zaskakiwany! Nie ma tu chwili na odpoczynek. To ile jest tu poświęcenia, walki i decyzji podejmowanych nie zawsze zgodnie z innymi bohaterami... Kunszt pisarski Maas przebija wszystkie dotychczasowo przeczytane w tym roku przeze mnie książki. Ja już rozumiem dlaczego ta seria cieszy się takim powodzeniem. Kocham Rhysanda, bo mimo złej otoczki jest barwnym i pełnym sprzecznych odczuć bohaterem. W sumie każda z postaci jest przez Maas pięknie przedstawiona. Nie ma tu bohaterów idealnych! Każda z nich ma swoją mroczną stronę, skrywa pewne tajemnice, które mogą wyrządzić wiele złego nie tylko otoczeniu, ale także sobie.


Podsumowując, ta seria wbije Was w fotel i nie pozwoli o sobie zapomnieć. Kiedy kładłam się spać z bólem serca odkładałam te książki na bok. A w nocy? Oczywiście nie mogłam spać, bo mój mózg podawał mi sceny, które przeczytałam lub dedukowałam co tam dalej będzie się działo. Dawno tak mocno książki mną nie wstrząsnęły. Polecam wszystkim, którzy uwielbiają fantasy. To jest doroślejsza fantasy. Nie mylmy z YA/NA. Dwory zawładną waszym sercem i duszą i nigdy nie pozwolą o sobie zapomnieć!

A co jest najlepsze, w maju w oryginale ma wyjść 4 część! Ja już doczekać się nie mogę!

poniedziałek, 27 listopada 2017

#46 Twierdza Kimerydu - Magadelna Pioruńska

Nie zawsze badania genetyczne mogą stanowić pozytywny przełom w dotychczasowych działaniach naukowców. Niestety w tym wypadku są powodem ogromnej katastrofy. Gdy w Mieście Krokodyli dochodzi do krwawego stłumienia pokojowej konferencji asymilacyjnej, nikt jeszcze nie podejrzewa, do czego doprowadzi konflikt między Miastem Krokodyli a Twierdzą Kimerydu. Jako jedynej z krwawej rzezi udaje się uciec pani antropolog - Annie Guiteerez. Przedziera się przez pustynię ku Twierdzy Kimerydu, gdzie planuje odnaleźć bezpieczny azyl. Spotyka na swej drodze Tyrsa Mollinę - pół raptora. Genetycznie zmodyfikowaną hybrydę człowieka i dinozaura. To właśnie on stanowił główny punkt wszelkich obrad i konferencji organizowanych na Uniwersytecie Krokodyli. Żaden z mieszkańców Twierdzy Kimerydu nie potrafi jej zaufać. Coraz więcej faktów zaczyna wychodzić na światło dzienne, a żadne z miast Afryki Południowo-Wschodniej nie chce już żyć w ryzach brutalnego Cesarza Brytanika. Każde z nich chce w końcu odzyskać autonomię i upragnioną wolność. Czy uda im się doprowadzić do wybuchu rewolucji? Do jakich poświęceń będą zmuszeni Tyrs, Tuliusz i Tycjan?

Jeśli myśleliście, że ta książka to jedna z wielu młodzieżówek dostępnych na rynku, to muszę Was zasmucić. Jest ona zupełnie inna od literatury z gatunku YA/NA.
Fabuła jest znakomicie skomponowana. Nie ma żadnych luk i mimo stworzenia przez autorkę zupełnie nowego świata to z każdą stroną czytelnik jest w miarę możliwości zapoznawany z nim. Nie czułam się tu zagubiona. Magdalena Pioruńska zadbała o to, by każdy z bohaterów miał jakiś wkład w opowiadaną historię. Każdy z nich miał swój odrębny rozdział, gdzie w pierwszej osobie liczby pojedynczej przedstawiali przebieg wydarzeń ze swojego punktu widzenia. Już od pierwszej strony widać, jak wiele pracy zostało włożone w formę pisania tej książki. Język nie jest infantylny, cóż sporo tu przekleństw i grubiańskich teksów bohaterów, ale całość jest niesamowicie zachęcająca. Byłam oniemiała ogromem pracy, jaką autorka włożyła w stworzenie tak pięknie napisanej książki.

W książce zostało poruszone wiele trudnych tematów tj: homoseksualizm, gwałty, pedofilia, walka o wolność i autonomię państwa. Tak, warto podkreślić, że ta książka głównie oparta jest na homoseksualnych związkach - męsko - męskich. Ja jako osoba heteroseksualna musiałam zderzyć się tutaj z bardo dosadnym opisem kontaktów męsko-męskich a nawet w wielu przypadkach szokujących. Nie jestem homofobem, akceptuję wolność wyboru innych osób, ale te opisy potrafiły budzić we mnie delikatny dyskomfort. Podejrzewam, że gdyby nie tak wartka fabuła to pewnie nie dotrwałabym do końca tej książki.

Pierwszy raz miałam styczność z książką, gdzie występowały dinozaury. Początkowo naprawdę byłam sprzecznie do nich nastawiona, ogólnie nie przepadam za nimi. Ale w trakcie czytania przekonałam się do nich i z czystym sercem napiszę, że je lubię. Są krwiożercze i dzikie, działają instynktownie. A hybrydy jakimi są trójka przyjaciół i głównych bohaterów: Tyrs, Tuliusz i Tycjan nie tylko posiadają cechy dinozaurów, ale także ludzie. Co w połączeniu stanowi śmiercionośną broń, którą pragną posiadać ludzie z kręgu władzy.

Podsumowując, ta pozycja jest godna uwagi i przestrzegam ponownie, nie jest to błaha młodzieżówka. Przy tej książce mózg działa na pełnych obrotach i ani na chwilę nie możemy zgubić wątku. Tu wszystko jest ważne i ma swój wkład w dalszy przebieg fabuły.

Dziękuję za egzemplarz pełen grafik i zakładek, który mogłam nabyć u samej autorki!

wtorek, 21 listopada 2017

#45 Pocałunek zdrajcy - Erin Beaty

Sage Fowler to młoda i inteligentna dziewczyna. Wychowywana i nauczana przez ojca, zakochana w nauce i książkach. Od zawsze wpajano jej, iż jest niezależną osobą, której nikt do niczego nie może zmusić. Tak postanowiła, że nigdy nie wyjdzie za mąż. Jednak gdy po śmierci ojca trafia pod opiekę wuja, musi zmierzyć się z przykrą rzeczywistością. Nie jest uważana za godną uwagi dziewczynę, raczej jako szarą mysz, nie budzącą żadnych pozytywnych wrażeń. Pod wpływem emocji zgadza się na propozycję swatki i podejmuje u niej pracę. Rozpoczyna niebezpieczną grę, w której musi zbierać wszelkie informacje o otaczających ją kandydatach na mężów dla wpływowych panien. Kiedy podczas jednej z misji spotyka Asha całe jej życie zaczyna wywracać się do góry nogami. Pewne osoby podejmują decyzje, które mogą drastycznie wpłynąć nie tylko na życie Sage, ale także całego królestwa. Tajemnice, które odkrywa dziewczyna są dla niej coraz bardziej niebezpieczne. Co będzie musiała poświęcić Sage by nie dopuścić do podbicia królestwa? Czy jeden człowiek może zmienić jej podejście do świata? Ile osób będzie musiało zginąć, by królestwo mogło spokojnie działać?
Nienawidziła tego, że zranił jej dumę, wydobył jej wady i kochał ją pomimo nich, a może nawet dla nich.
Na początku chcę odnieść się do chwytliwego zdania na okładce książki "znakomita lektura dla fanek serii "Rywalki" Kiery Cass". Nie. Ta książka ma zupełnie inny klimat niż "Rywalki". Seria Cass opiera się na głównym wątku jakim jest poszukiwanie przez Maxona żony, a pobocznym - rewolucja. W "Pocałunku zdrajcy" pierwszy plan stanowi zdecydowanie zdrada i szpiegowanie, obrona królestwa, poboczny - miłość. Kolejność jest  niezmiernie ważna, bo książka nie daje nam możliwości pomyśleć nawet, że ta fabuła może okazać się słaba i wątła. Błaha. Od pierwszej strony czytelnik jest zaintrygowany i powoli wprowadzany w akcję. Miałam wrażenie, że chyba pomyliłam książki. Myślałam o romansie z tragedią w tle, a tu proszę niezła akcja z miłosnym dodatkiem. Tego właśnie było mi trzeba.

Sage jest niesamowitą bohaterką. Widać, że niezmiernie wzięła sobie do serca nauki ojca i nie chce
by ktokolwiek decydował o jej losie. Twardo stąpa po ziemi i wykazuje się niezmiernym sprytem w wielu sytuacjach. Nie jest twardą bohaterką, która jest niezastąpiona i wszystko potrafi zrobić. Jest sprytna, ale jak każda młoda dziewczyna ulega emocjom i chwilom. Radzi sobie jak może i nie ukrywa, że w wielu aspektach nie ma wiedzy i doświadczenia. Skora do nauki i bardzo dokładna. Nie jest stereotypową nastolatką. Charakteryzuje się tym, że jest strasznie uparta, co w wielu bohaterach budzi podziw i zaufanie.

Początkowo trudno mi było przestawić się na sposób prowadzonej narracji. Autorka pokusiła się na stworzenie krótkich rozdziałów, ale oddała głos wielu bohaterom. Przez co mamy pogląd na całokształt fabuły i z kilku stron możemy obserwować rozwój akcji. Przeskakiwanie z jednego bohatera na drugiego najpierw mnie irytowało, jednak po kilku rozdziałach nie widziałam innej opcji, by przedstawić tą historię na kartach książki. Autorka świetnie odnalazła się w tworzeniu sprytnych zagadek i teorii. Z zachwytem razem z bohaterami odnajdywałam ich rozwiązanie. Nie nudziłam się ani chwili przy tej książce!

Polecam gorąco!

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

niedziela, 19 listopada 2017

#44 Zostań gwiazdą Instagrama

Podejrzewam, że chociaż przez chwilę każdemu z nas przeszło przez myśl, iż zarobić na naszych profilach byłoby fajnie. Ale czy ktokolwiek uważa to za realne? W sumie to ja nie, bo nie to się dla mnie liczyło. Jednak odpowiednia motywacja i praca jaką włożymy w nasz profil na Instagramie może przynieść w niedługim czasie spore korzyści.



Ale od początku!
Wydawnictwo Jaguar postanowiło wydać w Polsce książkę pt. "Zostań gwiazdą Intagrama". Pierwsza moja myśl, "no kurcze, ciekawe co tam mogą dobrego powiedzieć i pomóc mi w rozwoju profilu na Instagramie". Więc oto otrzymałam od wydawnictwa tą pozycję i zabrałam się od razu za jej czytanie. Oczywiście drugim powodem była jej okładka. Taka piękna, złota i błyszcząca. Mój syndrom okładkowej sroki osiągnął poziom max i musiałam po prostu ją mieć.

Całość składa się z wypowiedzi użytkowników Instagrama, którzy przekroczyli już dawno próg 100 tysięcy i z dnia na dzień rozwijają się coraz bardziej. Co więcej zarabiają na pasji, na tym co lubią robić. A jednak jest to możliwe! Bogata we wskazówki jak robić zdjęcia, co wrzucać, jak wrzucać czy jak utrzymywać kontakt z innymi. Zdradzę Wam, że kilka mitów o Instagramie  tam  obalono.


Książka jest pięknie wydana. Bogata w zdjęcia i opisy. Nawet wykresy i infografiki informujące nas np. o sposobach na wzrost zaangażowania. Imponująco prawdziwe! Z każdą kolejną stroną kiwałam głową i brałam do siebie wskazówki doświadczonych w boju. Uwaga! Ale nie wszystko jest adekwatne do prowadzonego przez nas profilu, a dokładnie jego tematyki. Należy spróbować odnaleźć się w tym ogromnym świecie i zdecydować się co tak naprawdę chcemy tym profilem zaprezentować.

Mam głowę pełną pomocnych wskazówek i mniej więcej wiem co może źle na moje konto wpłynąć, a co mu pomóc.

Jedynym minusem jak dla mnie, był ten nacisk na finansowe aspekty. Ja rozumiem, trzeba się z tym liczyć. Ale mam wrażenie, że ten nacisk może powodować błędne spostrzeżenia, iż profil na Instagramie stworzyliśmy jedynie dla zysku. A mi głównie chodzi o pokazanie mojej pasji.

Podsumowując, poradnik nie należy do grubych książek. Czyta się go miło i przyjemnie. I oczywiście szybko. Podkreślam, że nie wszystko musimy brać do siebie. Fajnie jest odnaleźć coś co dotyczy typowo nas samych i wziąć sobie wskazówki do serca. Może pomogą w prowadzeniu profilu na Instagramie?


Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

piątek, 17 listopada 2017

MYTH BUSTER part 2

Hej!
Mam dla Was kolejny post dotyczący mitów o czytaniu. Nie ukrywam, że miałam nie mały problem w znalezieniu nowych mitów, które nie sprawią mi zbyt dużo problemu. Tu muszę Was uświadomić - takich nie ma :) haha
Jeśli ktoś trafił na ten cykl po raz pierwszy to odsyłam do 1 posta, gdzie wszystko ładnie wyjaśniłam i pozwoliłam sobie wziąć pod lupę pierwsze 3 mity - klik.



Czytanie w złym świetle psuje wzrok
Jakże znany i powszechny temat. "Nie czytaj po ciemku", "Oślepniesz od tego czytania" czy jest Wam to znane? Mi aż zbyt dobrze! Ponad rok temu zauważyłam u siebie pogorszenie wzroku, więc trzeba było zainwestować w okularki, początkowo wada naprawdę słaba teraz niestety szukam okulisty, bo jesienna aura, te szare dni wręcz mnie dobijają. Wzrok jest coraz gorszy nawet w okularach! Co się dzieje? A więc jest kilka powodów. Jednak wczytując się w to coraz bardziej, dowiedziałam się, że złe światło nie musi nam popsuć wzroku. Tu biorą górę genetyczne uwarunkowania, klimat czy praca. Ja pracuję przy komputerach w średnio dobrze oświetlonym miejscu no i do tego suche powietrze. Nawarstwia się również złe odżywianie i brak witamin. Sporo prawda? Ale czy wspomniałam tu o nadmiernym czytaniu? Nie. Owszem, wzrok się męczy od tego, oczy mogą łzawić, mięśnie być zmęczone. Można dostać bólu głowy. Ale wszelkie ostrzeżenia o psuciu sobie wzroku od czytania przy latarce to, na szczęście, nieprawda.
Oczywiście nasuwa się pytanie, dlaczego ludzie spędzający dużo czasu nad książkami kończą zwykle z krótkowzrocznością? Odpowiedź kryje się nie w nadmiarze czasu spędzanego na czytaniu, a zbyt małej ilości czasu spędzanego na świetle dziennym.
O co chodzi? O dwie rzeczy: częste skupianie wzroku na odległych przedmiotach – na zewnątrz to naturalne i wpływ dziennego światła na wydzielanie dopaminy. Sprawa nie jest do końca jasna, ale dopamina może pomagać w prawidłowym rozwoju oka.

Więc czas wydzielić sobie czas nie tylko na czytanie, ale również na ćwiczenia wzroku czy spacery na zewnątrz Podziwiajcie wszystko dookoła i dajce swoim oczom się zrelaksować. Przypominam, że jesień niestety nam  tego nie ułatwia. Ale warto wziąć sobie to do serca!

PLAUSIBLE

 Ludzie czytający książki są introwertykami
Warto wiedzieć, że introwersja i ekstrawersja występują u ludzi w różnym natężeniu. W rzeczywistości mało kto jest skrajnym introwertykiem lub ekstrawertykiem, w ten sposób opisuje się bardziej kierunek, w którym zmierza życiowa aktywność danego człowieka i cechy, które w nim dominują. Często się to miesza. Introwertycy czują się nieco zaszczuci przez społeczeństwo. sĄ ONI najbardziej produktywni, twórczy, kiedy mogą przebywać w przyjaznym dla niech środowisku, czyli bez nadmiaru bodźców a przynajmniej bez pytań o to, czy wszystko z nimi w porządku…Introwertycy nie mają lęków przed sytuacjami społecznymi. Tak jak zdecydowana większość zdrowych ludzi potrzebują jakiejś formy ludzkiego towarzystwa, jednak świadomie wybierają czas, formę i osoby do towarzystwa. Są wytrawnymi koneserami relacji. Nie ilość, lecz jakość ma dla nich znaczenie. Jeśli jesteś przyjacielem Introwertyka, doceń to, bo jesteś w rzadkiej grupie wybrańców. Tak więc jeśli książki są fajną rozrywką, to czemu ulegać społeczeństwu i zmuszać się do sztucznych wyjść z ludźmi, którzy działają nam na nerwy? Sama nie umiem do końca się dopasować. Raczej jestem po pół introwertykiem i pół ekstrawertykiem. Uwielbiam rozmawiać z ludźmi i bawić się na meczach, imprezach czy koncertach. Ale sama wolę wybrać sferę jaka mnie aktualnie zadowala. Denerwujące jest to, że ludzie klasyfikują czytelników w taki sposób. Czyta - zamknięty w sobie, nie lubi ludzi. Zdecydowanie nie tak to wygląda! A w końcu się spotykamy i rozmawiamy o książkach prawda? Każdy może odnaleźć się w czytaniu. Każdy!


BUSTED


Czy książki dla młodzieży mogą czegoś nauczyć? 

I tego właśnie nie rozumiem. Czytam większość młodzieżówek i nie ukrywam, że niektóre są
kiepskie, ale bądźmy poważni. Czytamy to co lubimy! Ja naprawdę wiele ciekawych rzeczy uczę się dzięki czytaniu. Przede wszystkim rozwijamy uczucie empatii, tolerancji, wyzbywamy się uprzedzeń, budzimy kreatywność, rozwijamy pamięć, poznajemy obce obyczaje i kulturę. Wiele osób twierdzi, że happy endy są przereklamowane. Ale to właśnie one budzą w czytelnikach chęć dążenia do celu, pozytywnego zakończenia. W końcu to jest możliwe, przy włożeniu w to odpowiednio dużo pracy. A co za tym idzie, uczymy się wiary i nadziei w dobro. Wielokrotnie książki ukazują nam konsekwencje podejmowanych czynów. To co możemy stracić, jeśli nie przemyślimy decyzji lub nie będziemy kierować się dobrem. Każda książka niesie ze sobą przekaz. Na świecie jest tak wiele książek, że każdy może znaleźć coś dla siebie, odnaleźć wartości, które aktualnie przyswoi i pozwolą mu się rozwijać. Młodzieżówki nie są głupie, tylko pozwalają na naukę wielu cennych wartości. Nie rozumiem wypowiedzi, iż książki z klasyki mogą nas czegokolwiek nauczyć. Bull shit! <się zdenerwowałam>

Podsumowując, ten mit jest po prostu śmieszny i z ogromną przyjemnością go obalam!



BUSTED




A jak Wasze zdanie na temat powyższych mitów? :)

Jeśli chcecie, bym coś dla Was zbadała to koniecznie piszcie w komentarzach! Jestem otwarta na propozycje :)

sobota, 4 listopada 2017

MYTH BUSTER part 1

Jeśli śledzicie moje konto na Instagramie to na pewno zauważyliście, że jakiś czas temu wpadł mi do głowy dość ciekawy pomysł na cykl wpisów na blogu. Nie ukrywam, że do tej pory zacieram ręce do pracy nad nim. Na story moi obserwatorzy mogli dowiedzieć się już coś o tym co dla Was tu szykuje. Jednak postaram się krótko przedstawić mój nowy projekt i wyjaśnić jego zasady :)

Co 2 tygodnie (prawdopodobnie piątek-sobota) na blogu będą pojawiać się posty z nowego cyklu pt. "MYTH BUSTER". O co w nim będzie chodzić? O obaleniu mitów o czytaniu. Jak każdy z nas spotykamy się co jakiś czas z niezrozumiałym stereotypem lub nastawieniem ludzi do czytania. I oczywiście ich argumenty przeciw są dość dziwne i budzące konsternację. I tu właśnie pojawiam się JA! Co post będę rozpatrywać 3 mity i ostatecznie oceniać je w 3 kategoriach: możliwy (plausible), potwierdzony (confirmed) oraz obalony (busted). Wszelkie moje argumenty będą poparte potwierdzonymi informacjami. Postaram się w każdy przez Was odnaleziony mit wgryźć się jak najgłębiej! :)

I poniżej mam dla Was pierwsze 3 mity!
Po co kupować książki?
Pewnie wielokrotnie spotkaliście się z komentarzami: "Po co kupujesz książki, jak możesz je wypożyczyć?" albo "Po co kupujesz i gromadzisz książki w domu". Znasz to?

Tsundoku. To japońskie słowo powstałe z dwóch wyrażeń – „tsunde-oku” (co oznacza
odkładanie czegoś na później) oraz „dokusho” (odnoszące się do czynności czytania książek). Tsundoku, jak nie trudno się domyślić, oznacza nałogowe, czasem może nawet kompulsywne, kupowanie książek i niemal natychmiastowe odkładanie ich na półki, bez czytania (ani większej nadziei, że kiedykolwiek się to zrobi).To tak żeby Was trochę postraszyć! Haha Bo każdy z nas cierpi na tsundoku w mniejszym lub większym stopniu. I poniekąd jest to jeden z powodów dla których wolimy nabyć książkę niż ją wypożyczyć. Sama chęć posiadania jest tak kusząca, że no nie można się oprzeć kupowaniu/nabywaniu książek.
Po drugie, uwaga! Część z czytelników niszczy książki, więc wolą posiadać swoje egzemplarze, by nie niszczyć czyjejś własności (niszczyć=zaginać rogi, łamać grzbiety itp). Wspaniałomyślne i miłe.
Po trzecie, ja należę do tej grupy. Jestem kolekcjonerem książek! Chciałabym mieć w domu ogromny regał z książkami, które przeczytałam. Takie trofeum. Macie tak? Moim hobby nie tylko jest czytanie, ale także zbieranie książek do mojej biblioteczki!
Tak więc, mit ten uważam za możliwy, ponieważ możemy wypożyczyć książkę, ale to od nas zależy czy nie wolimy jej kupić.



PLAUSIBLE

Popełniam błędy ortograficzne, mimo iż czytam dużo książek
Nie ukrywam, że ten mit sprawił mi ogromne trudności. Ciężko było mi znaleźć konkretny powód
dlaczego tak jest. Nie mogłam zrobić żadnych badań na jakiejś grupie, bo w moim otoczeniu takiej osoby nie znalazłam. Jednak sporo poczytałam o problemach w opanowaniu ortografii i postaram się Wam je tu logicznie przedstawić.

Po pierwsze należy wspomnieć, iż osoby te mogą mieć dysortografię. Niestety nasz mózg czasami się buntuje i nie ułatwia nauki czytania i pisania. Dysortografię powinien zauważyć nauczyciel w szkole. Najczęściej towarzyszy jej w mniejszym lub większym stopniu dysleksja czy dysgrafia. Zauważone problemy należy od razu rozwiązywać poprzez pracę z dzieckiem, wspólną naukę i odnalezienie sposobu na zrozumienie przez nie zasad ortograficznych. Ale kochani, zagłębiając się w zasady tej choroby dowiedziałam się, że dysortografię można zauważyć dopiero w 4 klasie! A co więcej nie mówi się o dysortografii, gdy błędy robi osoba o niższym niż przeciętny poziomie inteligencji, niedosłysząca itd. Uczniowie z dysortografią są ponadprzeciętnie uzdolnieni w innym zakresie oraz doskonale znają reguły ortograficzne. Jak dla mnie stwierdzenie dysortografii jest ogromnie trudnym zadaniem, najczęściej niestety cała odpowiedzialność jest wtedy zrzucana na dziecko. A jeśli odnosić się do dorosłych osób, to cóż, zaniedbanie ze strony nauczyciela i bliskiego otoczenia może być powodem ciągłych problemów z ortografią.
Ciężkie było to zadanie, jedynie mogę powiedzieć, ze to jest możliwe. Ale godne uwagi!


PLAUSIBLE


Nie mam czasu czytać
 Ile ja dzięki temu mitowi miałam radości! Wyszukiwanie argumentów na jego obalenie było zbyt proste! Ale zacznijmy od początku.

Po pierwsze jeśli nie masz czasu na czytanie, to czytaj wszędzie! Jeździsz do pracy/szkoły
komunikacją miejską? Sięgnij po książkę, czytnik, gazetę. Zamiast tępo patrzeć się w szybę czytaj to co sprawa ci przyjemność. Kilka minut a może nawet godzina w komunikacji miejskiej, a poświęcasz ją na czytanie.
Nie chcesz męczyć wzroku? Po to własnie wymyślono audiobooki! Wystarczy do tego telefon, ipod czy cokolwiek czym go odtworzysz i słuchawki. Ruszasz z domu w słuchawkach, a mimo to poświęcasz czas na podróż po zaklętych rewirach w danej książce.
A może czas zainwestować i pójść na kurs szybkiego czytania? Szybko , ale i zrozumiale! Jeśli chciałbyś/chciałabyś czytać więcej lub masz mało czasu to taki kurs pozwoli Ci na czytanie o wiele więcej, niż jesteś w stanie przeczytać teraz.
A może przed snem 2 strony z książki?Czytanie ułatwia zasypianie, relaksuje i uspokaja umysł. No chyba, że książka cię tak wciągnie, że zarwiesz noc. Ale to już nie moja wina :)
Noś ze sobą książkę, czytnik czy nawet tego audiobooka w telefonie. Może zdarzy się, że będziesz musiała/musiał poczekać dłużej na coś lub kogoś albo wcześniej coś skończysz. Wykorzystaj przypływ czasu na czytanie.
Oooo.. i jak już pisze o noszeniu, to wiadomo niektóre tomy są dość obszerne i ciężkie, więc warto zainwestować w czytnik ebooków! Cieniutki o potrafi naprawdę wiele pomieścić. Imitacja kartki papieru w małym urządzeniu. No dobra, nie ma szeleszczenia papieru czy zapachu, ale jest wygoda i lekkość. Nie liczy się jak, ale żeby czytać :)
Nie zmuszaj się na siłę do czytania, bo inaczej zniechęcić się totalnie do sięgania po książkę. To ma być przyjemność, a nie udręka!
Ogranicz przesiadywanie na facebooku, instagramie czy innych portalach w necie i poświęć ten czas na czytanie. Wiecie, że w ciągu dnia przeciętny człowiek poświęca social media ok. 1h na dobę? A zdarzają się rekordziści, którzy wielokrotnie zwiększają tą liczbę. Skróć ten poświęcony czas w necie i poczytaj.
Rozmawiaj z innymi czytającymi, jest to ogromna rzesza osób, która motywuje jak nikt do czytania, a o wielu ciekawych książkach można się dowiedzieć!

Z przyjemnością obalam ten mit!
BUSTED

To jak na razie eksperymentalny post. Jeśli Wam się spodoba, to będzie kolejny i kolejny! A jeśli są jakieś nurtujące Was sytuacje odnośnie czytania to piszcie o nich także w komentarzach. Zbadam je!
Miłego dnia moliki ♥ 

sobota, 28 października 2017

#43 Bez winy - Mia Sheridan

Dwie zdruzgotane dusze połączone przez jedną niemoralną propozycję.

Kira to córka wpływowego polityka, żyjąca w luksusie i dobrobycie. Po kłótni z ojcem wyjeżdża do Afryki, lecz po kilku miesiącach po powrocie z afrykańskiego klimatu wybiera się do małego miasta Napa. Mogłaby mieć wszystko, jednak nie chce od ojca niczego co, by jej zaproponował.
Grayson to chłopak z kryminalną przeszłością, borykający się z ogromnymi problemami finansowymi. Kira widząc go pod bankiem, załamanego swoim życiem, postanawia zaproponować mu niemoralny układ. Oboje wyjdą z niego z zyskiem, pod warunkiem, że będą trzymać się na dystans. Jednak gdyby było to takie proste.. Kira angażuje się w poprawę jakości życia Graya, a on powoli zaczyna się przed kimś otwierać, odnajdywać światełko w tunelu. Lecz pewne podjęte decyzje mogą mieć ogromne konsekwencje dla obojga. Co połączy Kirę i Graya? Co będą musieli poświęcić, by w końcu spełnić swe marzenia?

Ta książka niestety musiała dość długo poczekać na swoją kolej. I żałuję, że nie zabrałam się za nią wcześniej, bo jest tak wyjątkowa! Akcja rozgrywa się w małym miasteczku, gdzie dwie zagubione dusze szukają swojej właściwej drogi. Jeśli już czytaliście książki Sheridan to znacie jej styl pisania oraz motyw przewodni jej książek. Fabuła jest idealnie skomponowana i przepleciona pięknymi opisami uczuć. W książce spotykamy się z wieloma zwrotami akcji i zaskakującymi decyzjami bohaterów. Jestem ponownie pod ogromnym wrażeniem, ile uczuć i miłości autorka wplotła w tą smutną i rozdzierającą serce historię. Podziwiam jej kunszt pisarski! Kiedy w końcu na spokojnie mogłam przysiąść i dać się porwać tej książce, to o mało co a bym czytała do rana! A tu na drugi dzień na zajęcia od rana. I tak spałam zaledwie 4 godziny! :) Przepięknie uzależniająca od siebie historia, nie pozwalająca na choćby chwilę zapomnienia. Kiedy chwycisz za tą książkę, to wiedz, że już przepadłeś drogi Czytelniku! Zostawisz w tej książce serce.
Kobiety są tak skonstruowane, kochanie. Kiedy oddajemy nasze ciało, oddajemy też serce. Kiedy mężczyźni oddają ciało, cóż... Oddają ciało.

Wykreowani bohaterowie oczywiście rozkochali mnie w sobie. Kira jest wspaniałą młodą kobietą, mimo powierzchownej oceny jako rozpuszczona lalunia. Gray mimo kryminalnej przeszłości ukrywa w swym wnętrzu naprawdę wiele, a kiedy pozwala odkryć swe tajemnice staje się bezbronny niczym maleńki szczeniaczek. Ale na uwagę zasługują także bohaterowie drugoplanowi! Charlotte, Walter, Shane czy Vanessa. Serio człowiekowi na ich "widok" rozlewa się przyjemne ciepło na sercu. Autorka stworzyła w tej historii naprawdę wiele barwnych postaci, których nie da się nie lubić.

Muszę przyznać, że w końcu znalazłam książkę, która na nowo rozbudziła we mnie chęć do czytania. Mimo uczucia kaca książkowego, to jest to mimo wszystko miłe uczucie. Uwielbiam książki, które mi się tak podobają. Czuję, że ten poświęcony im czas znaczy naprawdę wiele i nie żałuję ani jednej poświęconej tej pozycji minuty. Gdybym mogła zapomnieć tą książkę i przeczytać ja ponownie, zrobiłabym to! Przepiękna historia kochani, polecam!