17 października

#109 NIEznajomi - Arno Strobel, Ursula Poznanski

#109 NIEznajomi - Arno Strobel, Ursula Poznanski

Szaleńcza gra. Erotyczne napięcie. Śmiertelna intryga.
Dwoje autorów. Dwie perspektywy. Bestsellerowy duet pisarski w znakomitym thrillerze psychologicznym.
Wyobraź sobie: w twoim salonie stoi mężczyzna. Twierdzi, że jest twoim narzeczonym. Nie znasz go. I nic w twoim domu nie świadczy o tym, że mówi prawdę. Paraliżuje cię strach. Masz ochotę chwycić za nóż.
Wyobraź sobie: wracasz do domu, a twoja narzeczona cię nie poznaje. Bierze cię za włamywacza. Gorzej, za gwałciciela. Robisz wszystko, by się opamiętała. Ona jednak zażarcie cię atakuje. Uważa, że oszalałeś.

Co jest prawdą? Komu uwierzysz?
źródło opisu: materiały wydawnictwa

Dawno chodziła za mną książka, która na długo wciśnie mnie w fotel i nie pozwoli o sobie zapomnieć. W tym przypadku pokuszę się już na wstępie o zachwalające zdania, bo ta pozycja na to zdecydowanie zasługuje!

Fabuła książki zabiera nas do jednego z domów w Niemczech, gdzie wieczorem przed snem do domu Joanny dostaje się nieznajomy mężczyzna, który twierdzi, że jest jej nieznajomym. Co gorsze, ten nieznajomy o imieniu Erik nie jest w stanie uwierzyć w amnezje dziewczyny i próbuje udowodnić jej to, że od prawie roku są razem. Czy to nie przerażające, że ukochana osoba nagle zapomina ciebie i wszystko co z tobą związane? Jak dla mnie okrutne. Jak możecie się domyślić, ta sytuacja rodzi naprawdę wiele niebezpiecznych wydarzeń, w których bohaterowie mogliby nawet zginąć. Kto za tym stoi? Co kryje się za tą utrata pamięci? Czy ma to jakikolwiek sens?
A no tu już mówię, że ma. i to ogromny. Całość składa się z dwóch części - opowieści z perspektywy Joanny oraz Erika. Zgrabnie połączone ze sobą tworzą spójną całość, gdzie akcja z każda kolejną stroną pochłania czytelnika i nie pozwala na długo o sobie zapomnieć. Mi kilkukrotnie serce biło jak szalone, a w głowie wciąż pojawiało się "WTF?!". Ale to pozytywne odczucia, które rzadko mi towarzysza przy czytaniu. A co to oznacza? Że książka mi się podobała!

Przyznam, ze nie często sięgam po literaturę spod pióra niemieckich pisarzy. Po tej pozycji, będę chyba już z większą ochotą po nie sięgać.

Bliżej możemy poznać oczywiście podczas czytania dwóch bohaterów - Joannę oraz Erika. Obojga są bardzo rozbudowanymi postaciami i dzięki opowieściom ich obojga mamy pełny obraz sytuacji i odczuć bohaterów. czy ich pokochałam? No już bym tak daleko nie uciekała, raczej polubiłam i obojgu bardzo współczułam. Nie irytowali mnie i nie pozbawiali chęci czytania, a to już naprawdę wiele.

Całość jest zgrabnie uformowana, a po stylu pisarskim autorów można wywnioskować, iż wiedzę w zakresie thrillerów psychologicznych mają naprawdę ugruntowaną. Nie doszukałam się żadnych błędów logicznych czy urwanych wątków. Ta książka jest tak dobra, że polecam ją z czystym sumieniem. Czytałam jak szalona, całkowicie odcięta od rzeczywistości. Pozycja must have dla fanów thrillerów i dobrych książek. I oczywiście swoje 3 grosze dokłada okładka, która idealnie oddaje klimat tej książki. Jak dla mnie, bomba! (bez podtekstów xd)

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:

13 października

#108 Paranoja - Katarzyna Berenika Miszczuk [PRZEDPREMIEROWO]

#108 Paranoja - Katarzyna Berenika Miszczuk [PRZEDPREMIEROWO]
Kontynuacja Obsesji autorki bestsellerowej serii „Kwiat paproci“ Katarzyny Bereniki Miszczuk.

Lato w Warszawie, pomimo leniwej, wakacyjnej atmosfery, obfituje w serię dziwnych samobójstw. Lekarz medycyny sądowej Marek Zadrożny zaczyna przyglądać się kolejnym przypadkom. Wbrew opinii policji samobójstwa wydają mu się podejrzane. Na palcu jednej z ofiar znajduje kawałek czerwonej nitki. Podobny wyciąga z kieszeni innego zmarłego. Nikt jednak nie wierzy w jego teorie, a on sam zaczyna zastanawiać się, czy ma paranoję. Tymczasem Joanna Skoczek, wygadana lekarka psychiatrii, wraca do stolicy po urlopie. Wciąż usiłuje otrząsnąć się po tym, jak ledwie uniknęła śmierci z rąk tajemniczego wielbiciela. A może to także tylko paranoja?
źródło opisu: W.A.B.

Tak, należę do pewnie licznych fanek Zadrożnego, więc kiedy Wydawnictwo W.A.B udostępniło informację, że wydaje 2 część przygód bohaterów "Obsesji" to z radości zacierałam łapki!
Fabuła, jak mówi powyższy opis książki dotyczy zwiększonej ilości samobójstw w mieście. Na ogół nie jest to nic niepokojącego, lecz Marek Zadrożny (fart taki, że do tych zgonów był wzywany tylko on, ze względu problemy kadrowe) dostrzega charakterystyczną czerwoną nitkę, którą odnajduje w różnych miejscach przy każdym z ciał. Śledztwo nabiera tempa, kiedy jego spostrzeżenia zaczynają mieć sens dla policji i prokuratury.. To pierwszy wątek poruszony w książce, a drugi to oczywiście perypetie bohaterów - czyli Zadrożnego i Skoczek. Ona dalej nie może uporać się z traumą po ataku, którym omal nie straciła życia, natomiast on nie może przestać o niej myśleć. I tu muszę Wam powiedzieć, że oba wątku przeplatają się i mają równy przebieg. Żaden z nich nie dominuje znacząco w tej książce. Dlatego też, jeśli spodziewacie się mrożącego krew w żyłach thrillera, to niestety tu tego nie znajdziecie. Lecz osoby, które pokochały "Obsesję" powinny sięgnąć po "Paranoję", gdyż Zadrożnego jest tu sporo i jego ciętego żartu.

Co do zakończenia to muszę przyznać, że autorka zakręciła mną naprawdę dobrze, bo mimo iż typowałam zabójcę, to wraz z biegiem wydarzeń zmieniłam totalnie front. Pomysł jest świetny i autorka bardzo dobrze go rozbudowała i przekazała czytelnikom. Jak dla mnie historia ciekawa i wciągająca!

Czy polecam? Zdecydowanie tak, ale nie czytelnikom, którzy szukają mocnych wrażeń. To raczej kryminał połączony z minimalną dozą obyczajówki. I przyznaję po raz kolejny, że połączenie to wyszło jej znakomicie. Czułam się usatysfakcjonowana tą książką, bo śledztwo nie zdominowało ciekawych perypetii Joanny i Marka. A jest ciekawie, nie ukrywam!

W moim przypadku czas poświęcony na tą książkę nie jest zmarnowany, a wręcz cieszę się, że mogłam przeczytać ją jeszcze przed premierą :) Ciekawa, z dawką humoru i sprytnie skonstruowane śledztwo to właśnie tworzy "Paranoję". Jeśli będzie 3 tom to ja go chcę od razu! Niesamowita!

Premiera już 17 października 2018!

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:

09 października

#107 Pocałunek szpiega - Erin Beaty

#107 Pocałunek szpiega - Erin Beaty
Kapitan skrywający sekret. 
Szpieg wysłany z misją. 
Królestwo o włos od klęski.

Sage Fowler dowiodła już swojej wartości jako utalentowana swatka i przebiegły szpieg, teraz więc może cieszyć się zasłużonym spokojem jako guwernantka królewskich dzieci i czekać na Alexa, wyjeżdżającego na kolejne misje wojskowe. Kolejnym zadaniem kapitana Alexa Quinna jest wyszkolenie nowego oddziału – ale czy rzeczywiście tylko o to chodzi?
Gdy Sage domyśla się prawdziwego celu tej misji, wykorzystuje okazję, by ponownie przysłużyć się królestwu, a przy tym towarzyszyć swojemu narzeczonemu.
Alex nie jest jednak zachwycony obecnością ukochanej na trudnej misji, zaś jej upór i jego skrytość tylko pogarszają sprawę. Jak poradzi sobie Sage, gdy zrządzeniem losu zostanie oddzielona od reszty oddziału i wbrew swojej woli zapuści się daleko na terytorium wrogiego kraju? Czy w nowym miejscu zdoła utrzymać – w sekrecie tożsamość własną i swojego podopiecznego? Tym razem nie tylko jej królestwo znajdzie się w niebezpieczeństwie…
źródło opisu: www wydawcy

W końcu miałam możliwość zapoznać się z dalszymi losami moich ulubionych bohaterów! Tak, dzisiaj mam dla Was recenzję 2 tomu przygód Sage i Alexa. Wiem, że pierwsza część zebrała skrajne opinie, ale jak dla mnie jest to coś zupełnie nowego i nie trzyma się tak utartych już schematów z jakimi spotykamy się w młodzieżówkach. 2 tom jest kontynuacją wydarzeń z pierwszej części (recenzja "Pocałunek zdrajcy"). W "Pocałunku szpiega" mamy o wiele więcej akcji, niż w poprzednim tomie. Każda scena ma swoje odzwierciedlenie dalszym przebiegu tej historii. Wszystkie podane szczegóły znacznie odbijają się na tempie akcji, co nie ukrywam wbija w fotel. Czytałam tą książkę zaledwie dwa dni, więc musicie sobie wyobrazić jaka była interesująca skoro totalnie zawładnęła mną i moim czasem.

Mamy tu bohaterów, którzy nie są idealni. Każdy boryka się z własnymi problemami i widać czarno na białym, do czego takie tajemnice mogą doprowadzić. Sage i Alex są wspaniałym duetem i oboje od siebie uczą się wielu rzeczy, które mają swój wpływ na ich rozwój wewnętrzny. Nie mamy tu bohaterów, którym wszystko udaje się za pierwszym razem a intrygi są idealnie skonstruowane. Tu mamy do czynienia z czystym fartem lub (w tych gorszych momentach) z dotkliwym upadkiem a nawet otarciem się o śmierć. Erin Beaty nie tworzy heroicznych bohaterów. Pokazuje realia podejmowanych decyzji. Gra na granicy życia i śmierci może skończyć się różnie. Nie ma możliwości by po podjęciu skrajnej decyzji na tej cienkiej granicy nie odnieść ani jednej rany. Tu wielokrotnie udowadnia nam autorka, że rany powstają i potrafią zaważyć mocno nad dalszym losem bohaterów.
Fascynuje mnie to, że bohaterowie są również niesamowicie ludzcy. Ulegają emocjom i pod wpływem chwili potrafią podejmować nie raz głupie decyzje. Podoba mi się również strona dedukcji. To fajne, że czytelnik może poczuć się jak jeden z bohaterów i uczestniczyć w rozwiązywaniu zagadek i problemów.

Podejrzewam, że czytając tą recenzję uznacie, że jest ona dość niespójna i przepełniona emocjami, jednak ja w przypadku tej książki inaczej pisać nie umiem. Ogromnie mi ta seria przypadła do gustu i szkoda, że nie jest tak popularna jak inne, już niestety utarte i męczące serie, które czyhają na człowieka na każdym rogu. Jednak można upleść w tekst młodzieżówki problemy jakie możemy mieć w życiu codziennym i pokazać nie tylko konsekwencje podejmowanych czynów, ale także rozwiązanie danych problemów. Erin Beaty pozostawia nam ogromny bagaż emocji i nie tylko tych pozytywnych, ale również tych negatywnych. pokazuje cierpienie oraz to co dzieje się z psychiką bohatera po utracie najbliższej osoby. Jak dla mnie to był przepyszny kąsek i nie raz postaram się po tą serię sięgnąć. Lecz teraz pozostaje mi jedynie oczekiwanie na 3 tom!

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:

05 października

#106 Piosenki o miłości i inne kłamstwa - Jessica Pennington

#106 Piosenki o miłości i inne kłamstwa - Jessica Pennington
Lato, droga i muzyka. I miłość, od której nie można uciec.

Cam przyjeżdża do małego miasteczka w Michigan po tragicznych zdarzeniach, które dotknęły jego rodzinę. Jego rodzice zginęli w pożarze, a on cudem uszedł z życiem. Siedząc przy łóżku babci przebywającej w domu opieki, słyszy dziewczynę, która śpiewa i gra na gitarze dla kogoś leżącego na łóżku obok. Chcąc poznać dziewczynę zgłasza się na casting do zespołu, w którym gra Virginia. Ich znajomość szybko przeradza się we wzajemną fascynację, choć nie do końca szczerą i pełną skrywanych tajemnic. Gdy w miasteczku pojawia się była dziewczyna Cama, Virginia zrywa z chłopakiem.
Dwa lata później spotykają się jednak ponownie podczas trasy koncertowej zespołu, którego Vee jest menagerką. Czy tym razem uda im się stworzyć relację, jakiej od siebie oczekują? Czy Cam zdobędzie się na odwagę i ujawni swoje bolesne tajemnice? Czy Virginia będzie w stanie ponownie zaufać chłopakowi?
źródło opisu: http://wydawnictwo-jaguar.pl/books/piosenki-o-milosci-i-inne-klamstwa/
Czasami większe znaczenie ma to, czego nie mówisz.
Już nie raz się przekonałam, że na mych półkach niesprawiedliwie koczują książki, które nie ukrywam na długo zapadają mi w pamięć. Lecz zanim za nie chwycę, to muszą swoje na regale odleżeć. Tak samo było z "Piosenki o miłości i inne kłamstwa".

Fabuła zabiera nas do ciasnego autokaru gdzie zespoły walczą w ogólnokrajowym konkursie zespołów muzycznych o tytuł, a także sfinansowanie wydania płyty itp. sprawy dotyczące początku kariery wygranego zespołu. Poznajemy zabawnych chłopaków z zespołu Your Future X (m. in. Cam) oraz Vee - dziewczyna, która jest przyjaciółką Logana oraz pisze dla chłopaków czasami piosenki. Pomiędzy Vee i Cameronem kiedyś coś było, co można zauważyć w ich napiętej relacji. Nie skończyło się to dobrze. Czuć, że Vee gardzi Camem, a chłopak ma nadzieję, na naprawienie relacji pomiędzy nimi. Mamy tu połączenie rozdziałów TERAZ (rzeczywiste wydarzenia) oraz WTEDY (wydarzenia sprzed roku). Dzięki temu podziałowi mamy wgląd do całości historii bohaterów i możemy krok po kroku przeżywać to co ich spotkało. Uważam, że ten zabieg w tej książce okazał się strzałem w 10! Akcja książki jest spójna, a samą lekturę czyta się lekko i przyjemnie. Ani na moment nie chciałam odłożyć jej na bok. Chciałam znać losy bohaterów i spróbować wraz z nimi naprawić to co uległo zniszczeniu w ich relacji.

Wiem, że będzie to po prostu szablonowe, ale Cam bardzo przypadł mi do gustu. Przeżył naprawdę sporo złego w swoim młodym życiu i to co dzieje się w jego głowie jest całkowicie wytłumaczalne. To jak dba o Vee i powoli przekonuje ją do pokochania siebie i podzielenia się z innymi pasją jest urocze. Niestety jak wiemy nie raz tajemnice potrafią zniszczyć relacje dwojga ludzi, co ta książka nam dokładnie ukazuje.

To co zrodziło się pomiędzy Vee oraz Camem udowadnia jak wielką moc mają wspólne zainteresowanie, ale także dzielenie się swoimi tajemnicami czy wzajemne wsparcie. Wystarczy nieszczerość czy zazdrość by całość w kilka minut zamieniła się w stos żalu i niespełnionych obietnic. Plus za skupienie się również na szeregu emocji jakie towarzyszom bohaterom, a nie na szczegółowym opisie ich zbliżeń.

Czy polecam? Jak najbardziej. Wiem, że książka zbiera niskie recenzje, ale jak dla mnie ta książka zawiera w sobie dwie najważniejsze cechy: jest lekka i przystępna oraz posiada epizody, które mogą dać wiele do myślenia czytelnikowi. I tu to mamy. Czytamy fajną i przyjemną książkę, ale obserwujemy jak popełniane przez bohaterów błędy wpływają na ich życie. Jesteśmy w stanie wyciągnąć z tego istotne wnioski i spojrzeć bardziej krytycznie na swoje postępowanie.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:

04 października

#105 Okrutnik. Dziedzictwo krwi - Aleksandra Rozmus

#105 Okrutnik. Dziedzictwo krwi - Aleksandra Rozmus

Żyjecie w przekonaniu, że strzygi, wąpierze, topielcy i południce istnieją tylko w ludowych podaniach? To błąd! Te potępione dusze snują się po ziemi, uprzykrzając ludziom życie i czyhając na dogodny moment, by ich skrzywdzić. Jest jednak ktoś, kto może stanąć w obronie niewinnych i bezbronnych, zapewniając ochronę przed słowiańskimi demonami – Okrutnik, człowiek obdarzony przez bogów wielką odwagą, sprytem i intuicją, pozwalającą wytropić czyhające w kniei wrogie istoty.
Jest tylko jedno pytanie: czy będzie w stanie sam zapobiec apokalipsie, gdy pewnego dnia rozwścieczone demony postanowią opuścić lasy i wtargnąć do świata ludzi?
źródło: https://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=okrutnik_dziedzictwo_krwi,druk
Ludzie umierali i będą umierać, niestety. Nie możesz się obarczać winą za śmierć innych. Nie obronisz wszystkich, nawet jeśli to zachcianka, któregoś z bogów
Nie ukrywam, że ostatnio ostrzę sobie zęby na wszelką literaturę z wątkiem mitologii słowiańskiej. Do tej pory nie wiedziałam o niej nic, a ostatnio trafiam na fajne pozycje z naszą rodzima mitologią. Ach, cudze chwalicie a swego nie znacie! W tym przypadku ten o to motyw przechylił szalę i nie mogłam się doczekać jak tylko chwycę za "Okrutnika". Niestety oczekiwania zderzyły się ze ścianą rzeczywistości i ostatecznie wyszło kiepsko.. Ale już wyjaśniam dokładnie co i jak.

Fabuła zaprowadza nas na nasze polskie Bieszczady, gdzie poznajemy rodzinę w której płynie krew Okrutników (czyt. zabójców demonów). Już w pierwszym rozdziale dowiadujemy się, że bogowie coś kombinują i nawzajem walczą ze sobą o władze nad światem. Okrutnik (czyt. Staszek Basiorski) musi zmagać się nie tylko ze zmożoną ilością demonów w okolicy, ale z różnymi zadaniami zleconymi przez Peruna ( słowiańskie bóstwo gromowładne oraz jedno z czołowych w panteonie słowiańskim). Cała misja Staszka komplikuje się kiedy na jego drodze staje Amelia. Wyznaczony do jej obrony musi dbać o jej życie i bronić przed demonami i złym bogiem o imieniu Weles (Podziemny bóg magii, przysiąg, sztuki, rzemiosła, kupców, a przede wszystkim bogactwa). Musi jednak uważać również na siebie, gdyż demony czyhają na jego potknięcie i możliwość wykonania na chłopaku wyroku śmierci. Pełne ręce roboty, no nie?

Tak jak sam pomysł na zbudowanie fabuły jest genialny, to jednak wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Nie chcę tu zbytnio tego rozdrapywać, gdyż jest to młoda polska pisarka, a Okrutnik jest jej debiutem. Nie będzie fali niezadowolenia, lecz krótkie podsumowanie wad tej pozycji.

Jak już wspomniałam wyżej, książka ma potencjał, lecz napisana jest w zbyt szybki i prosty sposób. Czytając ją miałam wrażenie, że pisarka chciała nam tak wiele przekazać, że akcja potrafiła się w kilku przypadkach zakończyć nawet w dwóch zdaniach. Niestety o budowaniu napięcia nie można tu w ogóle mówić. Ilość poruszanych wątków jest ogromna, przez co cierpi całość opowieści.

Wykreowani bohaterowie są płytcy. Czasami miałam wrażenie, że cierpią na rozdwojenie jaźni. W jednej chwili tak, w drugiej zupełnie inaczej myśli. Postać głównego bohatera - Stanisława, jest ciekawa, ale mam wrażenie, że im dalej w las tym więcej tych dobrych cech chłopak traci i staje się fajtłapą. Postacią Amelii mogłabym walić w ścianę bez przerwy. Właśnie ona jest niezdecydowana i zmienia co sekundę zdanie. Sama nie wie czego chce i oczekuje od innych.

O zakończeniu to napiszę krótko, słabo to wyszło, bo nie zachęciło mnie do sięgnięcia po 2 tom. A jak wiecie, często w tych słabych książkach zakończenie czasami mnie tak podłechta, że decyduję się na sięgnięcie po 2 tom. W tym przypadku tak nie będzie.

Podsumowując, nie chcę Wam polecać słabych książek. Lecz na usprawiedliwienie autorki dodam, że dopiero zaczyna swoją pisarską przygodę i jeśli potraktuje recenzje (te negatywne) jako motywację do rozwoju to może bardzo poprawić swój warsztat. Życzę powodzenia i trzymam kciuki!

27 września

#104 Dziewczyny z Wołynia - Anna Herbich

#104 Dziewczyny z Wołynia - Anna Herbich

Dzieci przetrwały rzeź. Teraz opowiadają historię zamordowanych rodziców i dziadków.
Rozalia miała osiem lat, gdy schowana w piwnicy słyszała ostatnie słowa umierającej matki i siostry.
Zofia pamięta złowieszczą przestrogę – „Jutro ma was tu nie być. Będą mordowali". Tak ostrzega ich wiejska położna, Ukrainka. Nikt w to nie wierzy. Pogrom przetrwa jedynie garstka.
Teodora uczestniczyła we mszy, kiedy Ukraińcy zaatakowali kościół w Kisielinie. Uratowała się z płonącej dzwonnicy. To jest jej pierwsze spotkanie z banderowcami. Niestety nie ostatnie.

W 1939 roku sielskie życie na Wołyniu się kończy. Polska upada, zmieniający się okupanci sieją postrach. Jednak największe zagrożenie przychodzi ze strony, z której nikt się tego nie spodziewał. Sąsiadów. Kumów. Ukraińców. Wiedzeni banderowską wizja Ukrainy zaczynają mordować Polaków.
Wołyńskie dziewczęta były jeszcze dziećmi, gdy rozpoczął się pogrom. Widziały śmierć rodziców, braci, sióstr i rzeź całych wsi. Słyszały błagania bezbronnych ofiar opętanych szałem mordu Ukraińców. Z dnia na dzień straciły nie tylko najbliższych, ale również swoją ojcowiznę.
źródło opisu: https://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,116438,Dziewczyny-z-Wolynia
Kiedy wracam dziś do tamtych strasznych dni, przede wszystkim przypomina mi się strach. Wszechobecny, paraliżujący, ściskający za gardło. Zalegający w trzewiach niczym kamień. Niepozwalający spać, jeść, myśleć. Żyć.
Na każdą z książek, które wychodzą spod pióra tej autorki zawsze oczekuję z niecierpliwością. Kiedy dowiedziałam się o "Dziewczynach z Wołynia" długo planowałam jej zakup, ale inne obowiązki nie pozwalały mi dokonać w końcu tego zamówienia. Z ratunkiem przyszło mi Wydawnictwo Znak Horyzont. Dlatego jak tylko otrzymałam tą książkę to szybciutko się za nią zabrałam. Nadal jestem pełna podziwu dla pisarki, ale najbardziej dla tych kobiet, które musiały przeżyć to piekło...

Jeśli mieliście już styczność z książkami Anny Herbich to wiecie w jakiej formie są one stworzone, lecz gwoli wyjaśnienia dla chętnych poznania tego cyklu wyjaśniam, że pisarka spotyka osobiście kobiety, które przeżyły dany okres, którego dotyczy książka i spisuje ich opowieści tworząc jakby zbiór historii wielu kobiet. Każda z bohaterek ma własną odrębną historię. Ten cykl skradł moje serduszko właśnie dlatego, że opowieści są realne, pozbawione ubarwień. Ten realistyczny obraz na długo pozostaje w pamięci, a pisarka jedynie redaguje opowieść, lecz nie dodaje zmyślnych epitetów i historii.

Domyślam się, że wiele osób szerokim łukiem omija książki historyczne (tak, ja też tak robię), jednak w tym wypadku totalnie od tego cyklu się uzależniłam. Jak już wspomniałam, uwielbiam te realistyczne opowieści ludzi, które są jedynie delikatnie poprawione leksykalnie, lecz do fabuły autorka nic nie dodaje. Czytamy historie tak jakby opowiadała nam ją nasza babcia czy daleka krewna. I jeszcze bardziej są one poruszające, kiedy wiesz, że ten horror dotknął kogoś z życia codziennego.
Opowieści nie są suchymi faktami, ubarwionymi przez autora, tylko żywym, realistycznym obrazem cierpienia ludzi na Wołyniu.

Znam osoby, które te książki potrafią przeczytać w jeden dzień. Ja zwykle czytam po 2 opowieści na dzień, bo bardzo przeżywam to co bohaterki nam przedstawiają. Każda z historii jest urozmaicona zdjęciami z danego okresu, ale również zdjęciami dokumentów itp. Co więcej, pisarka zwykle porusza tematykę, która jak do tej pory była tematem tabu bądź była po prostu przemilczana. Wiemy o kilku faktach, lecz szczegółów nie jesteśmy w stanie poznać. Tu bohaterki dzielą się całą swoją historią życia, a także refleksjami.

Niesamowicie poruszająca i pouczająca książka z cyklu "Prawdziwe historie". Jeśli naprawdę nie lubicie historii to serio, dajcie tym książkom szansę. Gwarantuję Wam, że nie będziecie czuli przy nich, że czas został zmarnowany. A kilka faktów czy dat pozostanie Wam w pamięci. Ja zawsze wychodzę z założenia, że jako obywatel Polski każdy powinien znać choć podstawowe informacje na dany temat. Pozycja must have!

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:

25 września

#103 Chmury z keczupu - Annabel Pitcher

#103 Chmury z keczupu - Annabel Pitcher

Miłość, która rozrywa serce. Tajemnica, która spędza sen z powiek. Kłamstwa, które wszystko niszczą. Pośród tego nastoletnia Zoe, która pragnie podzielić się z kimś swoim straszliwym sekretem, dlatego wysyła listy do więźnia czekającego na śmierć.
W tej powieści jest wszystko – nietypowa rodzina, miłosny trójkąt, niewyjaśniona zbrodnia i… ptasia dziewczyna. Do tego mnóstwo ciepła, humoru, dramatów i wzruszeń oraz zakończenie, które zmiażdży Ci serce.
Ta obsypana nagrodami powieść Annabel Pitcher wyróżnia się niesamowitym ładunkiem emocjonalnym, niełatwą tematyką i niespotykanym urokiem. Pochłoniesz ją w jeden wieczór, a potem nigdy już o niej nie zapomnisz.
źródło opisu: https://papierowyksiezyc.pl/chmury-keczupu-zapowiedz/
Wszyscy jesteśmy tacy sami i nie ma od tego ucieczki. Nie ma znaczenia, czy jesteś łysym Anglikiem bekającym litery alfabetu, czy kobietą ukręcającą łby kurczakom w środku Andów. Nieważne, jakie ubranie nosisz i jakim językiem się posługujesz. Pewne rzeczy się nigdy nie zmieniają. Rodziny. Przyjaciele. Kochankowie. Są wszędzie, w każdym mieście, w każdym państwie, na każdym kontynencie.
Nie często można spotkać się z powieściami epistolarnymi (skonstruowana w formie listów). Dlatego ten motyw nie ma zbyt wielu zwolenników, jednak pomysł autorki na wplecenie fabuły w listy nastolatki jest niesamowicie ciekawym eksperymentem. Książkę czyta się szybko, słownictwo jest zrozumiałe i przekaz również. Nie ma tu zawiłych zwrotów czy pozostawionych do interpretacji czytelnikowi momentów.
Nastoletnia Zoe ma mrożącą krew w żyłach tajemnicę, którą pragnie podzielić się ze skazanym na śmierć mordercą. To jedyny sposób by dziewczyna mogła w końcu pogodzić się z losem bądź po prostu nauczyć się z tą tajemnicą żyć. Sposób w jaki bohaterka opowiada więźniowi skazanemu na śmierć o swojej tajemnicy nie jest zbyt skomplikowany i trudny. Zoe jest nastolatką a pisarka wkłada w tą postać wszystko co charakteryzuje młode dziewczyny. Mamy tu do czynienia nie tylko ze smutkiem, ale także z ogromem szalejących hormonów, podejmowaniem decyzji pod wpływem chwili nie myśląc zupełnie o konsekwencjach swojego czynu. Mamy szansę dobrze poznać rodzinę Zoe, która jest typową rodziną z kłopotami, ale podchodząca do życia z minimalnym humorem.

Książka nie oszukujmy się, nie jest wybitna i cudowna, ale należy do tych, które przykują czytelnika do krzesła i pozwoli powoli rozpracować tajemnice bohaterów. A jest tu tego naprawdę sporo. Wyrzuty sumienia Zoe jak możemy wyczytać z napisanych przez nią listów często popychają ją do podejmowania złych decyzji. Wielokrotnie dziewczyna próbuje usprawiedliwić swoje postępowanie, jednak pod koniec sporządzanego listu dochodzi do wniosku, iż każdy zabroniony czyn zasługuje na karę. Żaden z bohaterów nie jest w sytuacji takiej, która nie znana byłaby opinii publicznej. "Chmury z keczupu" to głównie komplikacja rozmaitych sytuacji, które po połączeniu mogą doprowadzić do tragedii.

Książka Annabel Pitcher zasługuje na pozytywną ocenę, ale w moim przypadku ta książka nie wbiła mnie w fotel była po prostu normalna. Wciągnęła mnie na tyle, bym chciała ją skończyć ale zakończenie i cała fabuła jest napisana w typowym amerykańskim stylu. Chyba jestem już za stara, bo wymagam od młodzieżówek naprawdę wiele, by mogły mnie zachwycić. Motyw trójkąta miłosnego jest.. po prostu jest. Nie zachwycił mnie, ale to jakie niesie ze sobą konsekwencje było po prostu do przewidzenia. Jednak jest pewien motyw, który przez cała fabułę się przewija - czyli kara za popełniane czyny. Jak wiemy, Zoe uciekła od odpowiedzialności natomiast więzień do którego dziewczyna wysyła listy niedługo umrze, gdyż został skazany na karę śmierci. Niestety mimo przewijających się wyrzutów sumienia czy wygłaszania, iż żałuje swojego postępku nie ma odwrotu. Dlatego na koniec mała puenta, jeśli łamiesz zasady to zawsze za popełnione przestępstwo będziesz musiał zapłacić.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:
Znalezione obrazy dla zapytania papierowy księżyc wydawnictwo
Copyright © 2016 Bookwormpl , Blogger