niedziela, 20 sierpnia 2017

#32 Imperium burz - Sarah J. Maas

Aelin wraz z przyjaciółmi rozpoczęła walkę o tron Terrassenu. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem. Wszystko się komplikuje, kiedy pozorni sojusznicy odwracają się od Ognistego Serca. Erawan mimo utracenia swej broni nie poddaje się i bezwzględnie naciera na kolejne państwa. Czas Aelin się kończy. Czy zdoła zebrać armię i stanąć przeciwko Królowi Ciemności? Czy odzyska Terrassen?

Nie chciałam zbyt dużo Wam zdradzać z fabuły książki. Spoilerom mówimy nie!
Ale nie ukrywam, że ta książka rozbiła moje biedne serce w drobny mak. Jeśli choć na chwilę czytając będziecie sądzić, że wszystko jest piękne i cudowne, to zaledwie kilka stron dalej wszystko runie i zburzy cudowny mur szczęścia.

W tym tomie poruszonych jest wiele wątków. Nie sposób się tu znudzić. Wiele pozostawionych wątków w poprzednich częściach, tutaj jest zgrabnie wyjaśnionych. Żaden z poruszonych motywów tej historii nie urywa się w połowie, pozostawiając czytelnika na lodzie. Mimo ponad 860 stron fabuły, nie ma tu ani chwili zwątpienia.

Ten świat zostanie ocalony i przebudowany przez marzycieli.

Postać Aelin to dla mnie mistrzostwo! Dziewczyna zna swój cel. Mimo swoich intryg i tajemnic nie wywołała we mnie odpychających uczuć. Wręcz przeciwnie, jej odwaga wzbudzała wielokrotnie we mnie podziw.

Spotkałam się u kilku osób z opinią, iż związek Aelin i Rowana jest w tej części przerysowany, przesłodki. A według mnie zdecydowanie nie. Z przeznaczeniem po prostu nie da się wygrać. A oni nie są byle jaką parą. Stanowią dla siebie ogromne oparcie. Niektóre sceny z nimi związane, a zwłaszcza koniec był dla mnie ogromnym ciosem. Nie tak to powinno wyglądać, a może taki koniec może być zapowiedzią jeszcze większych emocji w kolejnych częściach.

Nadal jestem urzeczona narracją w książkach Maas. Każda z postaci ma swój oddzielny rozdział. Opowiada w nim historie z własnej perspektywy, co pozwala nam spojrzeć szerzej na całą fabułę. Jest to sprytny sposób na zbudowanie porywającej akcji.

Nie wiem jak wytrzymam do premiery kolejnego tomu. Ta historia mną zawładnęła na nowo i trudno mi będzie znaleźć teraz książkę, która szybko ją przebije.

środa, 9 sierpnia 2017

#31 Ocalałe - Riley Sager [PRZEDPREMIEROWO]

Dzisiaj mam dla Was recenzję thrillera psychologicznego pt." Ocalałe". Swoją premierę ta książka ma w lutym 2018r. Czy warto po nią sięgnąć? Zapraszam do przeczytania recenzji, po której sami podejmiecie decyzję. 

Quincy Carpenter przeżyła 10 lat temu masakrę w domku letniskowym Pine Cottage. To właśnie tam z rąk szaleńca zginęła piątka jej przyjaciół. Od tamtej chwili została włączona do nielicznego grona ofiar masakr tzw. "Ocalałych". Niestety Quincy nie pamięta ostatniej godziny z mordu w Pine Cottage co wzbudza u wielu osób zainteresowanie jej niewinnością. Po dziesięciu latach jako Ocalała stara się prowadzić normalne życie. Prowadzi bloga kulinarnego i mieszka wraz z ukochanym Jeffem w zakupionym mieszkaniu na Upper West Side. Jednak pod otoczką idealnego życia powoli zaczyna coś pękać, kiedy jedna z Ocalałych - Lisa Milner - popełnia samobójstwo, a w drzwiach u Quincy pojawia się Samantha Boyd. Długo ukrywająca się jedna z trzech Ocalałych. Teraz pozostała już ich dwójka. Sam postanawia wbrew woli Quincy pomóc jej odzyskać pamięć. Dziewczyna opiera się, przez co popada w coraz to większą paranoję i zaczyna gubić się w otaczającym ją świecie. Co więcej śmierć Lisy okazuje się zaplanowanym morderstwem... Czy pozostałym Ocalałym grozi niebezpieczeństwo? Czy Quincy odzyska w końcu pamięć? Co Quincy będzie musiała poświęcić, by w końcu dowiedzieć się prawdy? 

To już drugi thriller psychologiczny jaki miałam przyjemność przeczytać. I mogę z pewnością Wam się przyznać, że powoli zakochuje się w tym gatunku!
Ale zacznijmy od początku. 
Chociaż najbardziej na świecie pragnęła krzyczeć ile sił w płucach i niechby wiatr porwał ze sobą jej obłąkańczy lament. Lecz bezlitosna dłoń wewnątrz niej wciąż się zaciskała, potęgując jej wściekłość, jej ból.
Jak mogliście już wyżej przeczytać, Quincy jest twardą wojowniczką, która oszukała przeznaczenie i uniknęła śmierci. Do pewnego momentu sprawia wrażenie pogodzonej z losem kobiety, która pragnie prowadzić normalne życie. Nie chce należeć do Ocalałych i marzy o tym, by w końcu zapomnieć co przydarzyło się jej w przeszłości. Na przełomie kilku stron zaczyna przechodzić przemianę, a raczej zaczyna porzucać swoją maskę, którą starała się codziennie zakładać i żyć w wymarzonym świecie. Zderza się z rzeczywistością oraz konsekwencjami podejmowanych decyzji. Nie ukrywam, że przez większość książki czułam się z nią silnie związana. Czułam, że myślę identycznie jak ona. To zaskakujące, bo rzadko zdarza się tak, by całym sobą odczuwać nagromadzone emocje w bohaterce. Nie jest głupią dziewczyną, ale zagubioną. Podjęcie przed dziesięcioma laty pewnej decyzji ciągnie za sobą ogromne konsekwencje. 

Narracja jest prowadzona w dwojaki sposób. Raz jako widz wydarzeń sprzed 10 laty w Pine Cottage oraz teraźniejsza w 1 osobie liczby pojedynczej (Quincy). Pojawiają się też rodziały oddane innej bohaterce, ale nie chcę spoilerować. Ponadto ten zabieg ma nam ułatwić podczas czytania, dedukcję aktualnych wydarzeń. Przeszłość ma ogromny wpływ na wydarzenia jakie odgrywają się w teraźniejszości. 

Sama fabuła jest spójna i nie pozostawia niewyjaśnionych aspektów. Wszystko jest zgodnie ze sobą
powiązane. Nie ma irytujących luk. Spotkałam się już z opiniami, iż książka nawiązuje już do znanych amerykańskich horrorów. W sumie jest w tym nutka prawdy. Jednak nie ma tu nic szablonowego ze względu na to, iż autorka porusza tu sporo pobocznych wątków. Ostatecznie łącząc je na końcu w jedność. To nie jest błaha i nudna książka spisana z szablonowego scenariusza amerykańskiego horroru. To dojrzała powieść o odnajdywaniu prawdy. O poszukiwaniu samego siebie i odpowiedzi na nurtujące nas pytania.

Odniosę się jeszcze do cytatu umieszczonego na okładce książki: "Fenomenalny thriller. Najlepszy, jaki przeczytasz w 2017 roku." - Stephen King. Jego twórczości jeszcze nie czytałam, ale oglądałam kilka filmów na podstawie napisanych przez tego autora książek. Mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że jest on wybitnym twórcą horrorów. Jednakże czy już zakwalifikowałabym ten thriller jako najlepszy 2017r.? Ja zdecydowanie jeszcze poczekam do końca roku, bo dużo jeszcze może się wydarzyć. Z resztą premiera i tak przesunięta została na luty 2018r. w Polsce. Jednak na tą chwilę, mogę z czystym sumieniem napisać, iż jest godny uwagi. Mały minus za zakończenie. Bo czuję po nim maleńki niedosyt. Ale autorka dzięki niemu sprytnie wyskoczyła z szablonu amerykańskiego horroru tworząc świetną i wciągającą historię.

Sporo osób mnie pytało czy jest ona lepsza od "Lokatorki" JP Delaney. Jak dla mnie tak, ze względu na zakończenie. Jednak polecam Wam przeczytać tą książkę i sami zdecydujecie, który z tych thrillerów jest według Was lepszy. I nie zapomnijcie mi o tym napisać, bo jestem bardzo ciekawa Waszych wrażeń!

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:
Znalezione obrazy dla zapytania otwarte wydawnictwo

sobota, 5 sierpnia 2017

#30 Lato Eden- Liz Flanagan

Dwie nierozłączne dziewczyny - Jess oraz Eden. Jess to nieśmiała dziewczyna, ubierająca się w stylu gotki. Eden za to jest piękną i uwielbianą przez wszystkich nastolatką. Są w pełni świadome tego, że wiedzą o sobie wszystko. Ale czy na pewno? Wystarczy chwila, a życie zmienia się o 180 stopni. Eden zaginęła. Wszyscy starają się znaleźć powód jej zniknięcia lub osobę, która się do tego przyczyniła. Jess nie może siedzieć z założonymi rękami i postanawia na własną rękę odnaleźć przyjaciółkę. Krok po kroku analizuje wszystkie sytuacje jakie miały miejsce do zakończenia lata. Czy Jess uda się odnaleźć przyjaciółkę? Jakie tajemnice będzie zmuszona zdradzić? Czy dowie się czegoś o Eden co zaważy na ich dalszej przyjaźni?

Nie ukrywam, że od dłuższego czasu miałam w planach przeczytanie tej właśnie książki. I dzięki zorganizowanemu przez Anielkę z zaczytanaanielka.blogspot.com book tour, mogłam zapoznać się z historią Jess oraz Eden.

Jednak jestem zawiedziona tą książką. Naprawdę przykro mi to pisać, ale nie trafiła do mojego serca zupełnie. Już po kilku pierwszych stronach wiedziałam, że ta historia na pewno mnie do siebie nie przekona. Czułam się tak, jakbym już kiedyś z podobną historią miała styczność. I powiem Wam w sekrecie, że przypominała mi o "Papierowych miasta" J.Greena. A to źle, bo "Papierowe miasta" tym bardziej mi się nie podobały i tylko irytowałam się kreacją głównej bohaterki.

I tu zatrzymam się na dłużej. Bo Eden i sposób jaki autorka ją stworzyła. To przekracza wszelkie ludzkie pojęcie. Nie dało się jej w ogóle lubić. Egoistyczna, sarkastyczna i samolubna. To straszne, ale w pewnym momencie to nawet nie chciałam żeby się znalazła. Ona zatruła tą historię i kompletnie zabiła flow tej opowieści. A Jess ślepo zapatrzona w swoją przyjaciółkę, traci zdrowy rozsądek. Ja już w połowie książki przewidziałam jej zakończenie.
I jest o tym, że trudno sobie wyobrazić, że można nie żyć, kiedy się tu jest i kiedy ktoś ma tyle życia w sobie.

Jak dla mnie ta historia jest zbyt przewidywalna. Porusza bardzo poważny problem z jakim muszą się niektórzy zmagać. To że mogą się zagubić zamykając się totalnie na otaczający ich świat. Toną w odmętach swojego cierpienia i strachu. Lecz sposób w jaki autorka wszystko wplotła w historię Jess i Eden jest kiepski i irracjonalny.
Czy poleciłabym komuś tą książkę? Hmmm..chyba tylko młodszemu pokoleniu. Zdecydowanie to książka dla nastolatków. Może w pozytywny sposób wpłynąć na ich myślenie i co powinni robić, kiedy nie mogą sobie poradzić w trudnej sytuacji.

Jeszcze raz chciałabym podziękować Anielce za możliwość przeczytania tej książki i wzięcie udziału w #booktour. To była naprawdę świetna zabawa i z chęcią wzięłabym udział w kolejnych!

Pozdrawiam,
Kinga


środa, 2 sierpnia 2017

Czytelnicze podsumowanie lipca 2017 ♥

Cześć wszystkim!

W tym miesiącu mogę się pochwalić rekordową liczbą przeczytanych książek w lipcu! Nie podejrzewałam, że aż tyle uda mi się ich przeczytać. Jestem z siebie dumna! Dlatego postanowiłam Wam wstawić zdjęcie ze stosikiem i moją skromną osobą :) Niestety na zdjęciu brakuje tylko "Miłość, po prostu", gdyż mam ją na telefonie, a zdjęcia nim właśnie robię.


Sumując wszystkie przeczytane strony wyszło ich ok. 4071 !!


Ja nadal nie mogę w to uwierzyć, co mi się stało. Po prostu dobrze mi się te wszystkie książki czytało. 

W tym miesiącu przeczytałam również pierwszy thriller psychologiczny pt. "Lokatorka" (recenzja) i bardzo mi się podobał. Już na półce czeka kolejna książka z tego gatunku. Nie mogę się doczekać kiedy po nią sięgnę. 

W lipcu po raz pierwszy przeczytałam książki od Wydawnictwa [zesłownikiem] po angielsku z pomocnym słowniczkiem. Moją opinię na temat sposobu wydania znanych dzieł możecie przeczytać tutaj

Sięgnęłam w lipcu po kolejną część przygód Chyłki i Zordona i musze przyznać, że stają się one jednymi z moich ulubionych z tego gatunku. Na samą myśl o kolejnych częściach mam gęsią skórkę!

Miałam też szansę przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwartego książkę pt. "Światło, które utraciliśmy". Ta historia totalnie mną wstrząsnęła i już wiem, że długo jeszcze o niej nie zapomnę. Jakaś część mnie dzięki niej się zmieniła. Zajrzyjcie do recenzji i sami się przekonajcie.
Powróciłam także do bohaterów wykreowanych przez Kim Holden w "Promyczku" oraz "Gusie" dzięki książce pt. "Franco". Ona również mnie zachwyciła i niezmiernie się cieszę, że mogłam ponownie przeczytać od Kim kawałek historii Gusa i Franco. Uwielbiam ich! Recenzję znajdziecie tutaj.
W końcu swojej chwili uwagi doczekała się kolejna książka Mii Sheridan "Bez szans", jednak ona nie do końca mnie sobą zachwyciła, mimo iż samą autorkę wielbię. A dlaczego nie przypadła mi ta pozycja do gustu? Przekonacie się tutaj.

I na koniec zostawiłam dwie perełki. Zaczęłam miesiąc od 1 części a zakończyłam 2 częścią. A mowa tutaj o serii Buntowniczka w pustyni ♥ Fantastyka zajmuje czołowe miejsce w moim sercu, a ta seri azapisała się prawdopodobnie na stałe w czołówce stawki ulubionych serii z gatunku fantasy. Odsyłam do recenzji "Buntowniczki z pustyni" oraz "Zdrajcy tronu" !

Wyżej napisałam, że miesiąc zaczęłam od fantasy, bo do ksiązki ciężko mi zaliczyć zbiór wierszy od Żurnalisty.pl pt "Miłość po prostu". Jak nie lubię poezji, tak ta była dla mnie prosta i przystępna. Spodobała mi się i trafiła do mnie. A to już ogromny sukces!

To tyle na temat lipca, a jaki będzie sierpień? Cóż możliwe, że słabszy gdyż mam zamiar zabrać się za najgrubsze książki na moich półkach!


A jak Wasze podsumowania miesiąca? :) 

poniedziałek, 31 lipca 2017

#29 Zdrajca tronu - Alwyn Hamilton

Druga część przebojowej "Buntowniczki z pustyni"!

Kilka miesięcy temu Amani zbiegła z zapomnianego Dustwalk w poszukiwaniu lepszego życia, mając u boku tajemniczego Jina. Jednak nic nie jest takie łatwe, jak sobie Niebieskooki Bandyta obmyślił. Trafia do rebelii, gdzie syn Sułtana Ahmed planuje obalić rządy ojca i sam usiąść na tronie. Amani poznaje również swoje dziedzictwo i staje się bardzo cenna dla obu stron wojny. Jako ofiara zdrady trafia do pałacu, zostaje pozbawiona swojego talentu i całkowicie podporządkowana woli Sułtana. Jednak nastolatka nie poddaje się i na wszelkie sposoby stara się pomóc przyjaciołom obalić tyrana. Czy uda jej się zbiec z pałacu?  Czy Amani uda się pokonać Sułtana? Czy odzyska swój dar? Nie zapominajmy, że każda podjęta decyzja niesie ze sobą pewne ryzyko, które rebelia nie boi się podejmować. 

Jak do tej pory z kilku przeczytanych przeze mnie recenzji wiedziałam tyle, że "Zdrajca tronu" jest jeszcze lepszy od "Buntowniczki z pustyni". Z pewnością mogę te słowa potwierdzić. Ta część wbija w fotel i mimo ponad 500 stron nim się obejrzałam, a już byłam w połowie książki! 
Czas przy tej książce minął mi szybko i wciąż wali mi serce jak młotem, bo tego co zgotowała nam autorka w tej części w życiu się nie spodziewałam. 
Umieranie to coś, co jest wam pisane. To jedyna rzecz, jaką wszyscy robicie bezbłędnie.
Fabuła jest spójna. Autorka nie pozostawia niezamkniętych wątków. Narracja z punktu widzenia Amani jest przeplatana co kilka rozdziałów opowieściami innych bohaterów. Dało to sporo światła na tajemnicze wątki. 

Wielkie brawa dla autorki za poprawę kreacji bohaterów. Głównie chciałabym nawiązać do postaci
Amani. Jej w 2 części nie da się nie lubić! Odważna i troskliwa dziewczyna? TAK! Przeszła ogromną przemianę. Ale było to możliwe tylko dzięki temu co przeżyła. Amani dojrzała do rebelii i życia wśród bliskich ludzi. Dostrzega co jest najważniejsze w życiu i liczy się z życiem innych.

Ta część wywoła u Was sporo skrajnych emocji. Jest tu dużo radości, ale także bólu i smutku. Ludzie umierają, a nie każdy plan może się udać w 100 %. Podejmowane decyzje czy te dobre czy te złe niosą ze sobą spore ryzyko. Z zapartym tchem wczytywałam się w niektóre sceny. Tu nie ma czasu na nudę, akcja pędzi jak szalona i jeśli tylko będziecie chcieli to porwie Was ze sobą i pochłonie całkowicie na kilka dobrych godzin! 

Nie chcę nawiązywać do kultury i tradycji opisanych w książce, ale nie ukrywam, że dla nas Europejczyków może się ona okazać dość szokująca i trudna do przyjęcia. Ale to jeszcze bardziej podsyca ciekawość i nakręca akcję. 

Jedyne co mogę zarzucić tej części, to skromna obecność Jina. Kiedy pojawiał się w niektórych sytuacjach, to akcja nabierała tempa, czuć było tą iskrę. Zdecydowanie jest moją ulubioną postacią tak jak Shazad czy nowo poznany Sam. 

Podsumowując, powtórzę, że 2 część jest zdecydowanie lepsza od poprzedniej. Nie ukrywam, że seria "Buntowniczki z pustyni" na stałe zapisała się na liście moich ulubionych serii fantasy. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:
Znalezione obrazy dla zapytania czwarta strona

sobota, 22 lipca 2017

#28 Zaginięcie - Remigiusz Mróz



Z letniskowego domku znika trzyletnia dziewczynka. Niestety nie ma żadnych śladów, które świadczyłyby o porwaniu lub zabójstwie. Alarm przez całą noc był włączony, a okna i drzwi zamknięte. Bogaci rodzice szukają pomocy, gdyż stają się pierwszymi podejrzanymi o zniknięcie dziecka. Joanna Chyłka wraz z Kordianem Oryńskim podejmują się obrony małżeństwa. Lecz należy podkreślić, że proces na charakter poszlakowy, a wszystko niestety działa na niekorzyść bogatego małżeństwa. Cała sprawa z pozoru prosta dla opinii publicznej, jest dla obrońców i prokuratora niezmiernie trudna i skomplikowana. Słowo przeciwko słowu. Czy doświadczona prawniczka wybroni swoich klientów? Czy mała Nikola się odnajdzie?


Na początku muszę powiedzieć, że "Zaginięcie" jest jeszcze lepsze do "Kasacji". Pochłonęłam tą książkę w 3 dni i muszę przyznać, że było warto.

Tuż przed zabraniem się za czytanie tej książki coś mnie pokusiło, by zapoznać się z recenzjami innych czytelników. I po ich przeczytaniu miałam naprawdę mieszane odczucia. Odniosę się do tych elementów, które dla innych okazały się wręcz nie do zaakceptowania. 
Wyczytałam w jednej z opinii, że Mróz pokusił się na małe podkoloryzowanie faktów z prawniczego świata. Tu się zgodzę, bo w podziękowaniach autor sam o tym wspomniał. Jak dla mnie było to dobre posunięcie, bo ta fabuła naprawdę nabrał tempa. Dla mnie nie było to nic wielkiego. 
Spotkałam się tez z opinią, że fabułą byłą za bardzo przewidywalna. No tu muszę wstać i zacząć bić brawo dla tej osoby co tak napisała, bo ja nie przewidziałam akurat takiego zakończenia. Mnie ono wręcz zaskoczyło. Co więcej nie wyobrażam sobie w tej chwili innego. 
- Macie przesrane - ciągnął Kordian.- Zaraz zjawią się tutaj ABW, CBŚ i wszelkie inne agencje, od których można utworzyć skrót. Łącznie z ZUS-em, a oni są najgorsi.

Tyle o innych, a teraz o moich odczuciach. Fabuła jest spójna, a akcja rozwija się z każdą kolejną stroną. Ani na chwilę nie chciałam odkładać książki. Jak już spotkaliśmy się w "Kasacji" tak i w tej części narracja jest w 3 osobie liczby pojedynczej i idealnie zmieszana z kilkoma bohaterami. Autor zgrabnie to wszystko skomponował dzięki czemu mamy pełny obraz aktualnej sytuacji oraz emocji jakie towarzyszom postaciom. Głównych bohaterów nie da się nie lubić. Wyróżniają się ogromną wiedzą i talentem do dedukcji. Widowisko jakie potrafią stworzyć jest godne podziwu. 

Nie ukrywam, że własnie dzięki książkom Mroza kryminał staje się coraz bliższym memu sercu gatunkiem. Remigiusz Mróz tak potrafi skomponować daną historię, że zapomina się kompletnie o otaczającym nas świecie. Intrygi, malwersacje to własnie nas wszystkich ciekawi. A Chyłka oraz Zordon zapewniają nam ich co nie miara. Czasami miałam dreszcze, a czasami śmiałam się z pokręconej logiki Kordiana i szaleńczego sarkazmu Joanny. Nie umiem powiedzieć złego słowa o tej książce. Po prostu warto poświęcić dla niej kilka dni, bo pochłonie Was kompletnie i nie pozwoli szybko o sobie zapomnieć. Gwarantuje, że po niej będziecie chcieli jeszcze więcej twórczości Mroza.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:
Znalezione obrazy dla zapytania czwarta strona

środa, 19 lipca 2017

#27 Bez szans - Mia Sheridan



Dwoje nastolatków - Tenleigh oraz Kyland - mieszkają w zapomnianym górskim miasteczku w Kentucky. Każde z nich pragnie zdobyć wymarzone stypendium, które zapewni im wyjazd z miasteczka i rozpoczęcia nowego życia. Kiedy ich drogi się ze sobą splatają, ich dotychczasowe plany zaczynają się zmieniać. Mimo prób i jasno określonych planów nie udało im się uciec przed uczuciem jakim siebie nawzajem obdarzyli. Całkowicie pochłonięci sobą starają się nie myśleć o nadchodzących egzaminach końcowych. Wszystko jednak się komplikuje, kiedy Kyland stawia sprawę jasno - jeśli otrzyma stypendium nawet się za siebie nie obejrzy i opuści miasteczko. A wraz z nim Tenleigh. Czy marzenia obojga mogą mieć wspólny finał? Które z nich otrzyma stypendium i szansę na wyrwanie się z miasteczka? Czy ich nastoletnia miłość jest na tyle silna, by przetrwać rozłąkę i wszelkie przeciwności?

Życie potrafi okaleczać, ale można znów się podnieść, jeśli się ma wystarczająco wiele siły, a zwłaszcza jeśli istnieje osoba, która Ci w tym pomoże.
Fabuła książki jest naprawdę piękna. Dwoje nastolatków sponiewieranych przez los, głodujących ma wspólne marzenie, które niestety może spełnić się tylko jednemu z nich. Dające szanse rozpoczęcia normalnego życia bez trosk i głodu. To niesamowite jak człowiek może się zmotywować do działania i osiągnięcia wyznaczonego celu, kiedy jego życie jest naprawdę przerażające i smutne. 
Jednak mimo ogólnego zadowolenia z przeczytanej książki muszę Wam powiedzieć, że gdyby nie mój upór prawdopodobnie rzuciłabym ją w kąt. A dlaczego? Otóż, jak dla mnie i ogólnej fabuły było kompletnie niepotrzebne uprzedmiotowienie obojgu z nich. Już wyjaśniam. Nie widziałam tam powodu, by wszelkie myśli i uczucia zawsze kończyły się seksem lub pożądaniem. Przez pierwszą połowę książki to własnie seks i pożądanie tam dominowało. Nie uczucia i serce. Przykro mi z tego powodu, bo zauważyłam, że autorka chciała zbilansować tą przesiąkniętą seksem historię uczuciami bohaterów. Ale nie one tu odgrywały główną rolę. Szkoda, bo przez tą ciężką połowę książki byłam w stanie powiedzieć o bohaterach tyle co nic. Może jedynie, że są zdesperowani i samotni. 

Ale druga połowa książki opowiada o wydarzeniach po 4 latach od ogłoszenia laureata, który zdobył stypendium. I aż ciężko mi uwierzyć, że z tej słabej części autorka była w stanie wyrzeźbić całkiem przejmującą i ciekawą książkę. Uczucia jakie towarzyszyły bohaterom były jak najbardziej uzasadnione. Nie mogłam wręcz się od tej książki oderwać. Nie raz robiłam sobie małą przerwę i patrzyłam czy aby na pewno czytam tą samą książkę. Nie wierzyłam, że ze średniej półki można przeskoczyć na wyżyny. Brawo Mia!


Podsumowując, muszę przyznać, że początkowa historia Ten i Ky'a jest chyba jedną z nielicznych. Głównie chodzi mi o ich życie, to jak wiele zostało im odebrane. Żyli w ubóstwie i mimo tego, iż byli nastolatkami, to musieli dbać o swoje rodziny. Z dnia na dzień musieli stać się dorośli. W tej całej tragedii odnaleźli siebie i na swój pokręcony sposób odnajdywali drogę do swoich serc. Udowadniają jak wiele pracy należy włożyć w spełnienie marzeń i że nie należy się nigdy poddawać. Zawsze znajdzie się ktoś dla kogo należy poświęcić wszystko, by móc odnaleźć swoje własne szczęście. 

Pozdrawiam,
Kinga xoxo